Przejdź do głównej zawartości

Serce


Autor: Adelajda
Gatunek: Horror
Postać: Zła kobieta
Zdarzenie: Oskarżenie o gwałt

        Cisza rozdzierała Siopi od środka. Przerażał ją błękit wielkiego salonu, dostawała drgawek na samą myśl, że jest tu sama, samiuteńka. Wtuliła twarz w wielki koc z wełny czesankowej, poczuła na nim zapach Philipa. Przełknęła ślinę, czuła jak wzbierają w niej wymioty, zdołała jednak powstrzymać niechciany odruch. Delikatnie podwinęła rękaw swetra — wciąż tam były. Siniaki w przeróżnych barwach. Chciała płakać, krzyczeć, upić się do nieprzytomności i zapomnieć, zapomnieć, że jutro też jest świat. Chciała wierzyć, iż ciało to tylko ciało, powłoka niewarta złamanego grosza. Wylinka z poprzedniego życia odejdzie od wnętrza niemal jak plaster, gdy mocno pociągnie za kraniec, nie będzie bolało. Niemyślenie nie przynosiło ulgi, pogrążało za to coraz bardziej w szalonym świecie. Nic już nie rozumiała, straciła coś bardzo ważnego, nieodwracalnie. Powieki ważyły tonę, ciągnęły w dół niczym łódź podwodna. Sen mógł ukoić nerwy, choć na chwilę. Siopi przysypiała już w fotelu, gdy nagle poczuła czyjąś dłoń na ramieniu.


        — To tylko ty, Kabuko — szepnęła zachrypniętym głosem. — Czy coś się stało?
        — Wyglądasz na chorą, po prostu martwię się o ciebie — odparł.

        Wyglądał niesamowicie, gdy tak patrzył czułym wzrokiem. Kiedy po raz pierwszy go ujrzała, nie mogła uwierzyć w to, że nie jest człowiekiem, a maszyną skonstruowaną przez drugiego człowieka. Philip przywiózł go ze sobą z podróży służbowej do Japonii. Który mąż przywozi żonie w prezencie robota i to jeszcze takiego! Wpierw nie zgodziła się, aby to „coś” zamieszkało z nimi pod jednym dachem, później jednak zauroczył ją delikatnością, manierami i wyglądem. Kabuko bowiem został obdarowany unikalną urodą, jakiej nie posiadał żaden, żywy mieszkaniec ziemi. Włosy miał koloru śnieżnobiałego, oczy w odcieniu lekkiego fioletu pomieszanego z zielenią, a gdyby określić jego wiek, mógłby mieć dwadzieścia pięć lat. Sylwetka umięśniona, aczkolwiek nieprzesadzona. Mając bijące serce, byłby ideałem niejednej kobiety.

        — Ziemia do Siopi! — Twarz Kabuko była blisko, zbyt blisko.
        — Tak, tak, możesz odejść Kabuko. Muszę się przespać. Wiesz, że muszę spać.
        — Nie podoba mi się to. Nie podoba mi się to, co Philip z tobą robi — wtrącił z powagą.

        Siopi niemal osłupiała. Robotowi nie odpowiadał fakt, że własny mąż ją gwałci. Czasami zapominała, jak bardzo potrafił być przenikliwy. Rozbierał ludzi na kawałeczki, znajdował słabości szybciej, niż oni sami. Przerażał ją, kurwa, jak on ją przerażał. Zdążyli poznać siebie wzajemnie. Trudno było skrywać coś w sekrecie.

        — Nie rozpędzaj się! Możesz do siebie wrócić — warknęła.

        Wyszedł bez słowa, twarz zdobił nonszalancki uśmiech. Bezczelny szczeniak — pomyślała, nim ogarnął ją błogi sen.

        *
        Spojrzał na dłonie, oczy wciąż odtwarzały nieruchome obrazy. Trzydzieści białych sukienek, trzydzieści par białych rękawiczek, dwadzieścia dziewięć zaszytych ust. Siedział w małej piwnicy, gdzie przechowywali wino w butelkach, z całego świata. Philip nigdy nie skąpił na zachcianki, zawsze dostawał to, co chciał. Jego też kupił. Czuł się jak niepotrzebny grat. Jak lalka dla małej dziewczynki, która po miesiącu idzie do kąta. Głowa pulsowała. Trzydzieści białych sukienek. Nie nienawidził siebie. Trzydzieści par białych rękawiczek. Pragnął jedynie krwi. Dwadzieścia dziewięć zaszytych ust i twarz Siopi... Siopi, Siopi, Siopi.

        *

        Deszcz dudnił w okna, zmywał brud dnia, zagłuszał nienarodzony ból. Przespała cały dzień, dusząc głęboko w sobie obrzydzenie. Kiedy zrobił to po raz pierwszy, zapytała po prostu, dlaczego to uczynił. Po chwili namysłu odpowiedział, że jest złą kobietą, tak złą w byciu kobietą. Nie zrozumiała, co miał na myśli, dlaczego miałaby rozumieć. Zapewne wrócił już z pracy i czekał w kuchni. Czekał na Siopi. Nie spostrzegła momentu, kiedy baranek przeistoczył się w bestię. Zawsze żyli tak sielankowo, wręcz bajkowo. Wszyscy im zazdrościli. Zazdrościli im domu, pieniędzy, miłości, młodości, nieposiadania dzieci. Zazdrościli... Teraz ona zazdrościła im.
Dźwięk tłuczonego szkła przywołał do pionu wszystkie synapsy.

        — Siopi! Ty dziwko! Zejdź tu natychmiast i to posprzątaj. — Był pijany.

        Każdy stawiany krok ważył tonę. Pragnęła aby dusza oddzieliła się od ciała. Zezłościłaby go jeszcze bardziej, zostając na górze. Wędrowała wprost w ósmy krąg piekła.

        *

        W powietrzu unosił się petrichor. Nie wiedział, jak działało ciało, jednak mógł czuć zapachy. Philip wrócił z pracy. To odpowiedni dzień, właściwa chwila, aby zakończyć wszystko. Deszcz zmyje brud. Noc obrośnie szkarłatem nie pierwszy raz, nikt nie zauważy rozbitych skrzypiec Paganiniego.
        Podążył za głosami dochodzącymi z kuchni.

        *

        Leżała na podłodze, z nosa leciała krew, jakby ktoś rozlał sok malinowy na płytkach. Wszystko wyglądało jak film oglądany z góry. To nie jej przypieprzyli w nos, to nie ona leżała zasikana ze strachu na zimnej podłodze w kuchni. To jakaś chora dziewczyna, co nie potrafiła odejść w czas. Desperatka trzymająca źdźbło trawy w wichurę. O! Źdźbło właśnie pękło. Ktoś przydepnął palce, może chciał ją zatrzymać przy ziemi. Śmieci, śmieci wdeptują w ziemię. Była śmieciem. Ciągnął za włosy, skóra napięta do granic możliwości aż trzeszczała. Zła kobieta.
Niespodziewanie ból ustąpił, a twarz skropiła dziwna, lepka maź. Obtarła opuszkami palców twarz. Zobaczyła krew, Philipa z podciętym gardłem i Kabuko wpatrzonego w nieruchome ciało. Chciała coś wydukać, zaniemówiła, znieruchomiała. Wzrok zwrócił ku niej. W oczach Kabuko nie było nic, pustka, gniazdo idealne dla demona. Objął jej twarz.

        — Bestia najgorsza zna trochę litości. Ja nie jestem bestią, więc jej nie znam.*

        *

        Nóż złożył na sercu Siopi, tak aby zasnęło na wieki. Trzydzieści białych sukienek, trzydzieści par białych rękawiczek, dwadzieścia dziewięć zaszytych ust. Jedno serce.


        *Cytat Williama Szekspira

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Gwałt w jaskini

Autor: madoka
Gatunek: Opowiadanie przygodowe

       Emma nie wierzyła własnym oczom. Kilka razy nawet je przetarła, ale gdy już zdobyła pewność, że to nie jest sen i wszystko widzi naprawdę – nie poczuła żadnej ulgi. Wręcz przeciwnie. U jej stóp leżała cała sterta martwych żab, a pośrodku nich stał duży, złoty posąg przedstawiający coś na wzór żaby z berłem siedzącej na tronie. Wokół nich panowała bardzo dziwna atmosfera. Trochę tak jakby znajdowali się na jakieś innej planecie. W dodatku w całej jaskini rozchodził się bardzo dziwny, trudny do określenia zapach. Dziewczyna ze wszystkich sił starała się opanować strach, ale dopiero po dłuższej chwili przypomniała sobie o swoim „przyjacielu”, z którym jeszcze kilka godzin temu z jakiegoś powodu tutaj przyjechała.

Hejterska pętla czasu — Vega

Autor: Agnieszka Gu
Gatunek: Science fiction
***

       Data: Listopad 1993 roku

       Vega obudził się cały połamany. Tak mu się przynajmniej wydawało. Pogowanie, okraszone ćmikami i alkoholem z dodatkami, zawsze wywoływało w późniejszym etapie otępienie i ból. „Ale, że taki?” — główkował ociężale. Koncert w Spodku* wyjątkowo się udał, tylko… „co było potem?”. Myślenie przychodziło z najwyższym trudem. „Gdzieś, kurwa spadałem, czy leciałem? Jakoś tak.” Wykrzywił usta w grymaśnym uśmiechu. „To musiało być niedawno… bardzo niedawno temu, bo łeb mi zaraz pęknie.” — Składane ociężale myśli, potęgowały ból. Powoli obrócił głowę w bok i na moment znieruchomiał. Za okrągłym, potężnych rozmiarów oknem, rozpościerał się widok na… „jakąś, czerwonej barwy planetę”.    
       — Kurwa, ale zajebisty towar ćmiłem! Maryśka, hasz? Kurwa, co to było? — wymruczał nieco zszokowany.


Zimowe zbiory

Autor: Canulas
Gatunek: Proza poetycka
***

       W myśl jakiegoś niepojętego prawa dla przeciwstawności, po kontaktach z tobą pozostało mi wręcz oblubienie do gorącej wody i chroniczny strach przed mrużeniem oczu. Owa kombinacja powoduje, że częstokroć nie dosypiam. Niemal zawsze też się witam poparzoną dłonią.
        Biorę jednak ten zestaw takim, jaki jest, całość pozostawiając pod arbitralny osąd Bogu. Jeśli jego oględziny przebiegną krytycznie, gotów jestem uiścić opłatę.