Przejdź do głównej zawartości

Temperatura zamarzania ognia


Autor: fanthomas
Gatunek: Absurd/groteska
Postać: Kolekcjoner figurek żółwi
Zdarzenie: Nie spuszczaj go z oczu

       Miałem kolekcję żółwi przecudnej urody, a co najważniejsze takich, co to ani nie paskudzą, ani się zbytnio nie poruszają, bo są najzupełniej sztuczne. Tam ni krzty prawdziwego gada nie było, figurki z czystej porcelany z domieszką chińskiego plastiku. Mój kumpel jak je zobaczył po raz pierwszy i w zasadzie ostatni przeraził się okrutnie, gdyż cierpi na żółwiofobię połączoną z lękiem typu koro, czyli obsesyjnym rozmyślaniem o tym, że jego penis zostanie wessany do brzucha. Boi się tych opancerzonych zwierzaków niczym brudas czystej wody. Jęknął, stęknął, zemdlał prawie, a uspokoił się troszkę dopiero, gdy powiedziałem mu, iż zwierząt, które paskudzą nie znoszę i żadnych kotkopiesków, czy nawet pająków długonogowłochatych za próg swego domu nie wpuszczam. Czasem oczywiście zdarzy się wyjątek, ale takiego delikwenta żegnam ozięble, pozbywając się w try miga metodą karatekowego kopa z buta w odwłok. Kumpel jednak o imieniu Zenobiszczał, zatwardziały komunista, jął się jąkać i nadal pieprzyć trzy po cztery, że on nie wytrzyma widoku tych maszkar i dostaje wewnętrznej drżączki palpitacyjnej, gdy tylko wzrok jego natrafi choćby na fragment żółwiego pomiotu. Opowiedział mi nawet na do widzenia o traumatycznym przeżyciu z okresu wczesnego dzieciństwa, prawie noworodztwa, kiedy to miał chomika o imieniu Świnka, który to został pożarty przez dużego kocura rasy dachowiec. Akurat w telewizji leciał wtedy "Franklin i przyjaciele" i wszystko połączyło się w jedno, a trauma pozostała.
Źródło: pixabay.com Autor: susannp4


       Po tych zwierzeniach psychologicznych Zenon opuścił mój dom, trzęsąc się jak sowa na trampolinie i powtarzając pod nosem jak mantrę: "Nie spuszczaj ich z oczu". Na początku uśmiechnąłem się tylko pod nosem, ale gdy wróciłem do pokoju okazało się, że coś się zmieniło. Figurki żółwi wydawały się jednakowo urocze jak wcześniej, ale jedna z nich leżała na podłodze, kołysząc się z boku na bok, jakby szykując do ucieczki. Na dodatek akurat tego samego wieczoru leciała w TV "Laleczka Chucky", a po niej reportaż o kobiecie zgwałconej przez Reptilianina. Zapałałem wtedy do żółwi nienawiścią pomieszaną z lękiem o własną prywatność i wyrzuciłem całą kolekcję do kosza.
       Następnego dnia kosz był pusty, a nocą słyszałem stukot porcelanowych nóżek o podłogę.
       Przypadek?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Gwałt w jaskini

Autor: madoka
Gatunek: Opowiadanie przygodowe

       Emma nie wierzyła własnym oczom. Kilka razy nawet je przetarła, ale gdy już zdobyła pewność, że to nie jest sen i wszystko widzi naprawdę – nie poczuła żadnej ulgi. Wręcz przeciwnie. U jej stóp leżała cała sterta martwych żab, a pośrodku nich stał duży, złoty posąg przedstawiający coś na wzór żaby z berłem siedzącej na tronie. Wokół nich panowała bardzo dziwna atmosfera. Trochę tak jakby znajdowali się na jakieś innej planecie. W dodatku w całej jaskini rozchodził się bardzo dziwny, trudny do określenia zapach. Dziewczyna ze wszystkich sił starała się opanować strach, ale dopiero po dłuższej chwili przypomniała sobie o swoim „przyjacielu”, z którym jeszcze kilka godzin temu z jakiegoś powodu tutaj przyjechała.

Hejterska pętla czasu — Vega

Autor: Agnieszka Gu
Gatunek: Science fiction
***

       Data: Listopad 1993 roku

       Vega obudził się cały połamany. Tak mu się przynajmniej wydawało. Pogowanie, okraszone ćmikami i alkoholem z dodatkami, zawsze wywoływało w późniejszym etapie otępienie i ból. „Ale, że taki?” — główkował ociężale. Koncert w Spodku* wyjątkowo się udał, tylko… „co było potem?”. Myślenie przychodziło z najwyższym trudem. „Gdzieś, kurwa spadałem, czy leciałem? Jakoś tak.” Wykrzywił usta w grymaśnym uśmiechu. „To musiało być niedawno… bardzo niedawno temu, bo łeb mi zaraz pęknie.” — Składane ociężale myśli, potęgowały ból. Powoli obrócił głowę w bok i na moment znieruchomiał. Za okrągłym, potężnych rozmiarów oknem, rozpościerał się widok na… „jakąś, czerwonej barwy planetę”.    
       — Kurwa, ale zajebisty towar ćmiłem! Maryśka, hasz? Kurwa, co to było? — wymruczał nieco zszokowany.


Zimowe zbiory

Autor: Canulas
Gatunek: Proza poetycka
***

       W myśl jakiegoś niepojętego prawa dla przeciwstawności, po kontaktach z tobą pozostało mi wręcz oblubienie do gorącej wody i chroniczny strach przed mrużeniem oczu. Owa kombinacja powoduje, że częstokroć nie dosypiam. Niemal zawsze też się witam poparzoną dłonią.
        Biorę jednak ten zestaw takim, jaki jest, całość pozostawiając pod arbitralny osąd Bogu. Jeśli jego oględziny przebiegną krytycznie, gotów jestem uiścić opłatę.