Przejdź do głównej zawartości

Pacynka


Autor: Ritha
Gatunek: Thriller
Postać: Żywa lalka
Zdarzenie: Niekończący się spektakl

        To jak odbierasz sztukę, jest odzwierciedleniem bardziej twojej duszy niż zamysłu artysty.
       W ten sposób mówił, gdy ktoś dopytywał. W ten i w wiele innych. Potrafił dopasować filozofię do produktu, stworzyć jej historię – adekwatną, pasującą, będącą wytłumaczeniem.

       *
       Wystawił ją na eBay, pomimo że portal nie posiadał opcji „wynajmę”. Trochę go to martwiło, wszak interes jak z nieruchomościami – wynajmując, zarabiasz cyklicznie po mniejszej porcji lub naraz porządnie, sprzedając, zarazem tracąc możliwość regularnych wpływów. Przedsiębiorcze usposobienie podszeptywało, że właściwą jest opcja pierwsza, jednak miał z tego tytułu coraz więcej problemów. Zaczął źle sypiać. Kontrahent trafiał się różny. Skłaniał się więc ku sprzedaży. Rozważał kategorię: Antyki i sztuka. Wydawała mu się adekwatna, podkreślająca rangę przedmiotu i rodzaju transakcji, jej wyjątkowość, niepowtarzalność, prestiż. Przeglądając interesujący go dział, znalazł nawet ofertę: „Erotyczne nagie torsy, rzeźba”. Hm, całkiem niezłe – pomyślał – z jedną małą, maciupeńką wadą. Były zupełnie martwe.

Źródło: pixabay.com Autor: Ventus17
      
       Przez krótki moment rozważał również kategorię: Zabawa. Pokemony, Lego, Warhammer, Gwiezdne wojny, figurki amerykańskich żołnierzy, spory misz–masz, chińskie badziewia, czyli jak przerobić każde, od dennych po naprawdę niezłe, motywy w chłam. Wszystko można przerobić w chłam. Nie mógł jej tam umieścić. Nie, nie, nie. Nie pomiędzy czołgami COBI, klockami w kształcie blistrów tabletek a kostkami Rubika. Nie pomiędzy randomowymi figurkami zwierzaczków a, imitującymi historyczne, puzzlami ze szwedzką kawalerią.
       Trącało profanacją.
       Musiał to przemyśleć.

       *
       Wiedziała, że onanizował się do filmików Fukkacumi – ukraińskiej laleczki spod Odessy. Lubił okołorosyjską urodę, choć wyblakły plakat japońskiej Lulu Hashimoto wciąż zdobił odrapaną ścianę przedpokoju. Mówił, że to wszystko jedynie inspiracje mające na celu jej dobro, by czuła się potrzebna, wartościowa, drogocenna. Dosłownie.

       Kiedyś obudował ją tortem i wynajął na wieczór kawalerski. Wróciła poniszczona. Popsuta. Znów musiał zainwestować lub dłubać chałupniczo. Był w tym coraz lepszy, choć goiło się gorzej niż spod profesjonalnej ręki. Rzadko więc poprzerabiał coś samemu. Co innego makijaż, który, pomimo nadużywania powtarzających się motywów, oboje opanowali do perfekcji. Chętnie służył radą. Tymczasem przepychanki w sprawie reklamacji dotyczącej uszkodzeń trwały ponad miesiąc. Był zły, zdegustowany rodzajem ludzkim oraz, co najgorsze, stratny.

       Jako hostessa sprawdzała się nieźle. Z wyjątkiem sytuacji, gdy ktoś o coś pytał. Wyrzucała z siebie wówczas niezrozumiałe dźwięki. Skąd mogli wiedzieć, że jest niepełnosprawna. Wyglądała na zdrową. Nie, absolutnie nie mogła się odzywać.

       A potem odkrył teatr. Pantomimę. Noce muzeów. Militarne imprezy plenerowe. Duchownych z dostępem do neta. Amatorski paintball z nagrodami, poprawka – nagrodą. Niekończący się spektakl, wielokrotne obsadzanie jednej roli. Multum możliwości.
       Do czasu aż wynajął ją grupce studentów.
       Trochę się martwił, po co im była potrzebna, mając jednocześnie nadzieję, że nie studiują medycyny. Płacili dobrze, akurat miał sporo opłat. Wróciła bez lewego sutka. Musiał ją trochę uśpić psychotropami, bo wyła pół nocy niczym pies w stanie agonalnym. Dokładnie tak. Gdy w zamierzchłych czasach kundel ich babci zdychał, połowa wsi posmakowała bezsenności. Tymczasem on lubił się porządnie wyspać. Jeden sutek to nie koniec świata. Zupełnie nieprzydatny organ, jeśli głębiej się zastanowić. Zbędna histeria. Po przemyśleniu stwierdził, że to nawet lepiej. Wszak nie mogła być idealna na modłę oklepanych barbie. Tak, brak sutka dodawał oryginalności, pikanterii, skrywał tajemnicę, ślad przeszłości, coś wnosił. Dobrze się stało.

       Dopiero później wszystko zaczęło się sypać. Co interes, to większa klapa. Pewnego dnia odwiedził go nawet dzielnicowy. Głęboko zaniepokojony, szpakowaty, wysoki facet z nadprogramowymi kilogramami upchanymi w mundur. Zjawił się, gdy równie, a może nawet bardziej, zaniepokojona sąsiadka zgłosiła znęcanie się nad niepełnosprawną. Należało tę sprawę wyjaśnić.
       Siostra urodziła się z porażeniem mózgowym — wyjaśniał. — Staram się zapewnić jej różne atrakcje, zabierając tu i tam. Pomimo umysłowych defektów, nadal jest przepiękna. Rodzice natomiast nie żyją.
       (Zalałem ich gliną ceramiczną i wypaliłem, wieki temu, ojciec wciąż jest w piwnicy, matka w sali wystawienniczej Domu Kultury, do dziś nikt się nie kapnął).

       Problemów było stanowczo zbyt dużo. Mnożyły się, piętrzyły, poczucie osaczenia narastało z dnia na dzień. Pomysł sprzedaży urósł do rangi wybawienia. Pozostała kwestia czy uderzać w rynek lokalny, czy wysłać ją, hen, jak najdalej. Zaczął krok po kroczku. Szacowana dostawa w ciągu dwudziestu jeden dni roboczych. Płatności: PayPal. Zwroty nie będę przyjmowane. Informacje o sprzedawcy: sto procent pozytywnych opinii. Chwała Bogu, że swego czasu sprzedawał jakieś pierdoły z garażu i bibeloty po babci. Ludzie prawie zawsze czytają opinie. Zdjęcie. Och, z tym nie było problemu. Zrobił jej mnóstwo fotografii. Po każdym nowym zabiegu, w każdej stylizacji, w sekwencji najróżniejszych poz. Dodał kilka do ogłoszenia, żałując, że nie można wstawić filmiku. Klepał w klawiaturę, ogarniając kolejne parametry oferty, a ona siedziała na kanapie, podnosząc stopy do ust, bawiąc się własnym ciałem jak mały piesek gumową piłeczką. Wbił palce we włosy, masując skórę głowy, myśląc, zastanawiając się, zerkając z ukosa na produkt, tak bardzo zagubiony w świecie. Coś poczuł, coś dziwnego, na kształt wyrzutów sumienia. Nie, nie mógł tego czuć. W żadnym czasie, w żadnej sytuacji. Jeszcze nie teraz, nie tu, nie nigdy.
       Trzasnął klapą netbooka tak mocno, że nawet ona spojrzała. Nawet ją to zastanowiło, wywołało myśl, coś w jej wnętrzu, w środku. Miała je, tak samo, jak on, jak każdy. Poczuł opływające ciało ciepło, oblepiający pot, ten bardziej cuchnący, spowodowany wyrzutem adrenaliny. Tymczasem ona wróciła do zabawy stopą. I wtedy wiedział, że jeszcze nie teraz.
       Nie dziś.
       Nie nigdy.

*****

Źródło: http://www.opowi.pl/nowe-tw05-pacynka-a50110/

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Gwałt w jaskini

Autor: madoka
Gatunek: Opowiadanie przygodowe

       Emma nie wierzyła własnym oczom. Kilka razy nawet je przetarła, ale gdy już zdobyła pewność, że to nie jest sen i wszystko widzi naprawdę – nie poczuła żadnej ulgi. Wręcz przeciwnie. U jej stóp leżała cała sterta martwych żab, a pośrodku nich stał duży, złoty posąg przedstawiający coś na wzór żaby z berłem siedzącej na tronie. Wokół nich panowała bardzo dziwna atmosfera. Trochę tak jakby znajdowali się na jakieś innej planecie. W dodatku w całej jaskini rozchodził się bardzo dziwny, trudny do określenia zapach. Dziewczyna ze wszystkich sił starała się opanować strach, ale dopiero po dłuższej chwili przypomniała sobie o swoim „przyjacielu”, z którym jeszcze kilka godzin temu z jakiegoś powodu tutaj przyjechała.

Hejterska pętla czasu — Vega

Autor: Agnieszka Gu
Gatunek: Science fiction
***

       Data: Listopad 1993 roku

       Vega obudził się cały połamany. Tak mu się przynajmniej wydawało. Pogowanie, okraszone ćmikami i alkoholem z dodatkami, zawsze wywoływało w późniejszym etapie otępienie i ból. „Ale, że taki?” — główkował ociężale. Koncert w Spodku* wyjątkowo się udał, tylko… „co było potem?”. Myślenie przychodziło z najwyższym trudem. „Gdzieś, kurwa spadałem, czy leciałem? Jakoś tak.” Wykrzywił usta w grymaśnym uśmiechu. „To musiało być niedawno… bardzo niedawno temu, bo łeb mi zaraz pęknie.” — Składane ociężale myśli, potęgowały ból. Powoli obrócił głowę w bok i na moment znieruchomiał. Za okrągłym, potężnych rozmiarów oknem, rozpościerał się widok na… „jakąś, czerwonej barwy planetę”.    
       — Kurwa, ale zajebisty towar ćmiłem! Maryśka, hasz? Kurwa, co to było? — wymruczał nieco zszokowany.


Zimowe zbiory

Autor: Canulas
Gatunek: Proza poetycka
***

       W myśl jakiegoś niepojętego prawa dla przeciwstawności, po kontaktach z tobą pozostało mi wręcz oblubienie do gorącej wody i chroniczny strach przed mrużeniem oczu. Owa kombinacja powoduje, że częstokroć nie dosypiam. Niemal zawsze też się witam poparzoną dłonią.
        Biorę jednak ten zestaw takim, jaki jest, całość pozostawiając pod arbitralny osąd Bogu. Jeśli jego oględziny przebiegną krytycznie, gotów jestem uiścić opłatę.