Przejdź do głównej zawartości

Lalki


Autor: Jesień2018
Gatunek: Dziennik
Postać: Fałszywy dziennikarz
Zdarzenie: List od nieznanego nadawcy


       20.05.
       Włosy umyte, uczesane. Grzebień trzeba zmienić, ten nowy szarpie. Mówiłem, że będzie zły, ale baba w drogerii się upierała. One zawsze wiedzą lepiej. Do zapamiętania: ja wiem, inni nie wiedzą. Szampon się kończy. Za często myję.
       Mycie = troska.
       Pisanie do siebie = debilizm.
       Ale psych zapyta. Znowu. I znowu trzeba się będzie tłumaczyć.
       Do kupienia: grzebień z rzadkim rozstawem zębów

Źródło: pixabay.com Autor: 3803658

       27.05.
       Psych pochwalił. Nie zdradziłem, że to tylko jeden wpis. Poczucie winy.
       Muszę się poprawić.
       Psych pyta, za co kocham swoje lalki. Za niewinność. On nie rozumie. Wraca do "nieprzepracowanej traumy z dzieciństwa". Mówi, że nigdy nie dojrzałem. Żałuję, że nie mogę mu wytłumaczyć.
       Do kupienia: perfumy damskie, woda toaletowa dla dzieci, czekolada

       28.05.
       Znowu widziałem Magdalenę z Helenką. Pokonane oczy, bez światła. Chód, w którym nie ma energii. Życie zabrane przez cierpienie.
       Decyzja: POMOGĘ.
       Po decyzji: spokój. Zostało działanie. Plan. Wiem, że się uda. Zawsze się udaje.
       Historia Magdaleny i Helenki: Rok temu spalił się ich dom. Od papierosa Magdy. Zginął mąż i roczny synek. Pięciolatka przeżyła, kilka operacji, wszędzie blizny, zepsuta twarz.
       Córka blond włosy. Magdalena szatynka.
       Do kupienia: herbata, kawa

       1.06
       Udało się.
       Była pod szkołą, podszedłem. Pokazałem legitymację dziennikarską. Nie chciała rozmawiać, ale czekała na dziecko, nie mogła odejść.
       Wyjaśniłem: wiem, co przeżywa, bo jako dziecko doświadczyłem czegoś podobnego. Opowiedziałem o Tomku, małym braciszku. Jak wszyscy potem udawali, że to nie moja wina. Jak chciałem do niego dołączyć, ale nie umiałem.
       Zapłakała i dała się objąć. Porozumienie - oboje wiemy, że tak się nie da żyć. Wina pożera wszystko. Jak zwlec się z łóżka, jak umyć twarz, ubrać się, posmarować chleb masłem i zrobić herbatę? Jak uczestniczyć w wymianie słów z ludźmi i znosić ich spojrzenia?
       Zgodziła się na wywiad w redakcji. Obiecałem, że poczuje się lepiej. Ludzie mi wierzą, jak tak mówię. Zawsze. Wszyscy. Wierzą, bo mówię prawdę.
       Za 10 dni wielki dzień. Będzie już zawsze wolna i uśmiechnięta. Helence znikną blizny, na twarzy i w pamięci.
       Żałuję, że nikt nie może tego zrobić dla mnie.
       Do kupienia: puszki na obiad

  2.06.
       Psych nie pozwala oglądać ani czytać wiadomości.
       Dziś zajrzałem. Tylko na moment. Wypadki, choroby, błędy nie do naprawienia, nagłe nieszczęścia. Codziennie. Zawsze. Do końca świata.
       Nie mogę wszystkich uratować.
       Nie mogę.
       Nie mogę.
       Nie mogę.
       Siebie też nie uratuję.
       Skupić się. Oddychać. Powoli. I liczyć oddechy.
       Pomogę Magdalenie. Pomogę małej Helence.
       To dużo.
       Do kupienia: chloroform, strzykawki, igły, mikrofaza

       3.06.
       Psych zauważył, że się "ożywiłem". Ostrożność. Nie zapominać. Nigdy.
       Kupić: pastę do zębów i dezodorant

       6.06.
       Mam siedem lalek. Najpiękniejsza jest Beata - ma rude loki. Delikatne sprężynki, lubię je ciągnąć lekko i patrzeć, jak wracają do poprzedniego kształtu. Ania też cudowna, blondynka, jej włosy są proste i lśniące jak włosy modelek na reklamach. Długie do pasa. Czuję ich elegancką śliskość pod palcami. Moje ulubienice.
       Ale inne też kocham.
       Patrzę z dumą. Buzie bez winy i bez cierpienia. Ich los nic nie waży. Nigdy się nie rozczarują. Nie będą musiały patrzeć na brzydotę. Nie będą się pociły, śmierdziały, wydalały. Nigdy nie przypomną sobie, co się stało.
       Do kupienia: dwie lalki, jedna większa, druga mniejsza

Źródło: pixabay.com Autor: 3803658

       9.06.
       Magdaleno, ja wiem, co robisz codziennie w myślach. Cofasz czas. Rzucasz palenie na tydzień przed wypadkiem, na dzień, tego samego poranka. Nie rzucasz palenia, ale nie zostawiasz papierosa w sypialni, nie wychodzisz do łazienki, nie stoisz na tarasie i nie patrzysz na gwiazdy, nie myślisz o rzeczach, których nie ma, choć może ich pragniesz, a wracasz do sypialni i w porę gasisz papierosa.
       Magdaleno, oboje wiemy: nie rzucisz palenia, nie zgasisz papierosa, wszystko już się wydarzyło i wydarza się nieustannie w twojej pamięci.
       Beata nie weźmie po imprezie taksówki dla siebie i szwagierki, lecz pojedzie własnym samochodem. Ania nie wypije kawy, lecz zaśnie, zostawiwszy otwarte okno i swojego półtoraroczniaka bawiącego się autkami. Sylwia nie wyrzuci trujących grzybów. Bliźniaczki nie będą pamiętały, gdzie zadzwonić, kiedy mama się dusi. Ja nie powiem Tomeczkowi, że lód może się złamać i nie wrócę z nim do domu na kolację, nie położymy się spać, nie będziemy śnić zwykłych snów.
       Magdaleno, nie bój się już. Odpoczniesz. I twoja córeczka też odpocznie. Obiecuję.
       Do kupienia: worki na gruz

       10.06.
       Psych znowu o robocie. Że praca w spalarni to nie dla mnie. Nie muszę się ograniczać, stać mnie na więcej.
       A ja nie muszę się spełniać w pracy. Mam swoją misję. Praca to tylko środek do osiągnięcia celu.
       Psych mówi, że mam w sobie coś z artysty. Pokazywałem mu zdjęcia lalek. Fryzur. Zachwycony. Nie pytał, skąd…
       Ktoś puka.

       ***
       To sąsiadka. Przychodzi czasami.
       Ta by się spodobała psych. Prawdziwa artystka. Rzeźbiarka. Robi popiersia.
       Miła. Ładna. Bardzo ładna.
       I docenia moje lalki. "Widać, że je kochasz" - to na poważnie, nie śmieje się.
       Skupić się. To już jutro.
       Kupić ciastka dla gości

       11.06.
       Przyszły obie. Mała wycofana i smutna. Straszna twarz. Do naprawy. Pozwoliłem jej obejrzeć lalki. Głaskała je po głowach. Wzruszenie. Dziecko czuje.
       Magdalena zdziwiona: przecież mówiłem, że to redakcja. Ale weszła, usiadła, poczęstowała się. Opowiadała, udawałem, że notuję.
       Znam jej historię. Jednak bolała. Dała mi chusteczkę, oboje płakaliśmy. Ona po raz ostatni.
       Potem wszystko poszło sprawnie. Chloroform (najpierw matka, potem córka), zastrzyk, golenie. Na włosy czekają nowe lalki. Lalka Magdaleny ma zbyt niebieskie oczy, będę musiał je poprawić, dodać szarość i odrobinę zieleni.
       Ciała poczekają do jutra, to tylko skorupki. Dusze są we włosach, za kilka dni będą w lalkach.
       Do kupienia: farbki do plastiku

       24.06.
       Zaniedbałem pisanie. Psych - dezaprobata.
       Nowe lalki patrzą na mnie z uśmiechem. W oczach (kolor udał się bdb) spokój.
       Czeszę je. Zazdroszczę im.
       Są piękne.
       Przyszedł list. Nadawca nieznany. Jedno zdanie "Nie jesteś sam".
       Muszę zacząć się rozglądać, jak wychodzę z domu. Czasami zapominam, że są inni ludzie, patrzą, myślą, widzą mnie.
       Do kupienia: kwiaty, bukiet, nowe się ucieszą

       27.06.
       Dziś randka - psych nie wierzył. A jednak.
       Sąsiadka zaprasza do siebie. Pokaże swoje dzieła. Zrobi moje popiersie.
       Mówi, że sztuka uwalnia.
       Wierzę jej.



Komentarze

  1. Czytałam z zapartym tchem! Chociaż od pewnego momentu domyśliłam się, co się szykuje, to i tak uważam, że to jest świetne! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi miło! Dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Zapraszamy do komentowania!
Jednocześnie informujemy, że wszelkie treści obraźliwe, wulgarne oraz komentarze niezwiązane z treścią i reklamujące inne blogi, czy strony będą automatycznie usuwane.

Popularne posty z tego bloga

Gwałt w jaskini

Autor: madoka
Gatunek: Opowiadanie przygodowe

       Emma nie wierzyła własnym oczom. Kilka razy nawet je przetarła, ale gdy już zdobyła pewność, że to nie jest sen i wszystko widzi naprawdę – nie poczuła żadnej ulgi. Wręcz przeciwnie. U jej stóp leżała cała sterta martwych żab, a pośrodku nich stał duży, złoty posąg przedstawiający coś na wzór żaby z berłem siedzącej na tronie. Wokół nich panowała bardzo dziwna atmosfera. Trochę tak jakby znajdowali się na jakieś innej planecie. W dodatku w całej jaskini rozchodził się bardzo dziwny, trudny do określenia zapach. Dziewczyna ze wszystkich sił starała się opanować strach, ale dopiero po dłuższej chwili przypomniała sobie o swoim „przyjacielu”, z którym jeszcze kilka godzin temu z jakiegoś powodu tutaj przyjechała.

Hejterska pętla czasu — Vega

Autor: Agnieszka Gu
Gatunek: Science fiction
***

       Data: Listopad 1993 roku

       Vega obudził się cały połamany. Tak mu się przynajmniej wydawało. Pogowanie, okraszone ćmikami i alkoholem z dodatkami, zawsze wywoływało w późniejszym etapie otępienie i ból. „Ale, że taki?” — główkował ociężale. Koncert w Spodku* wyjątkowo się udał, tylko… „co było potem?”. Myślenie przychodziło z najwyższym trudem. „Gdzieś, kurwa spadałem, czy leciałem? Jakoś tak.” Wykrzywił usta w grymaśnym uśmiechu. „To musiało być niedawno… bardzo niedawno temu, bo łeb mi zaraz pęknie.” — Składane ociężale myśli, potęgowały ból. Powoli obrócił głowę w bok i na moment znieruchomiał. Za okrągłym, potężnych rozmiarów oknem, rozpościerał się widok na… „jakąś, czerwonej barwy planetę”.    
       — Kurwa, ale zajebisty towar ćmiłem! Maryśka, hasz? Kurwa, co to było? — wymruczał nieco zszokowany.


Zimowe zbiory

Autor: Canulas
Gatunek: Proza poetycka
***

       W myśl jakiegoś niepojętego prawa dla przeciwstawności, po kontaktach z tobą pozostało mi wręcz oblubienie do gorącej wody i chroniczny strach przed mrużeniem oczu. Owa kombinacja powoduje, że częstokroć nie dosypiam. Niemal zawsze też się witam poparzoną dłonią.
        Biorę jednak ten zestaw takim, jaki jest, całość pozostawiając pod arbitralny osąd Bogu. Jeśli jego oględziny przebiegną krytycznie, gotów jestem uiścić opłatę.