Przejdź do głównej zawartości

Brzydki


Autor: Jesień2018
Gatunek: Opowiadanie obyczajowe
Postać: Bardzo brzydki mężczyzna
Zdarzenie: Konkurs na największy biust

       Ostatnio ktoś mi uświadomił, że nie każdy patrząc w prawo lub w lewo, widzi swój nos. Ludzie dostrzegają zwykle niewyraźny cień, jednak nikomu nie przesłania on widoku na świat. Mnie przesłania. Czy wielkość nosa może wpłynąć na czyjeś życie? W połączeniu z wąskimi ustami, których jeden kącik opada, a drugi wędruje do góry, co nadaje twarzy wyraz niepokojącego niezdecydowania – jest radosna czy smutno-ironiczna? – i szarymi, głęboko osadzonymi oczami, wciśniętymi pod brwi jak dwa wróble ukryte w krzakach, a także niskim czołem, owszem – może. Dodajmy do tego niezbyt imponujący wzrost, wklęsły brzuch, nogi krzywe jak u piłkarza, choć nigdy nim nie byłem, długie, „małpie” ręce i oto mamy pełen obraz mojego nieszczęsnego ciała. Ach, przepraszam, są jeszcze zęby – gorliwie przeze mnie poprawione, przesadnie białe i przesadnie równe. Czynią całość jeszcze bardziej groteskową. A jednak je lubię, mam coś ładnego. Nie pasują do reszty, ale należą do mnie.

Źródło: pixabay.com Autor: cheifyc

       Kiedy zostałem przyjęty do mojej grupy na Facebooku, od razu napisałem, że jestem brzydki. Nie chciałem, żeby dziewczyny, sądząc po moim pisaniu, uprzejmości i nie najgorszej inteligencji, wiązały ze mną jakieś nadzieje. Cześć, nazywam się Krzysiek, jestem bardzo brzydki – tak napisałem. Najpierw myślały, że to żart, a potem usiłowały mnie pocieszyć, że brzydale są najbardziej męscy, jako przykład podając Daniela Craiga, Gerarda Depardieu oraz Tomasza Karolaka. Wrzuciłem swoje zdjęcie i wtedy po prostu przestały komentować mój wygląd. Jako mężczyzna stałem się dla nich przezroczysty. I bardzo dobrze – taki właśnie pragnąłem być, mimo że grupa nazywa się „Wielkie biusty i wielkie marzenia”. Teraz traktują mnie jak kogoś w rodzaju księdza albo terapeuty – mnie wszystko można powiedzieć i na pewno nie będę oceniał.
       Grupa składa się w przeważającej większości z kobiet (znalazło się też kilku panów, nie jestem jedyny, a każdy z nich został dokładnie prześwietlony pod względem treści, które zamieszcza w internecie) i, jak sama nazwa wskazuje, zrzesza właścicielki dorodnych biustów. Moim zdaniem są to biusty ogromne, niekiedy wręcz monstrualne. Jest też kilka pań, mających po prostu duże, na ulicy pewnie nikt nie zwraca na nie szczególnej uwagi – nie dla nich się tu znalazłem. Temat? Z wierzchu wzajemne wsparcie, jakie staniki, jak spać, żeby nie spłaszczyć, kręgosłup boli, w pracy ktoś się gapił, a na ulicy zaczepił. Wszyscy jednak wiemy, że każdy wpis podszyty jest dumą piszącej. Za nic nie oddałyby tych spojrzeń, bólu kręgosłupa ani wątpliwości, czy ktoś zaprasza je na randkę dla nich czy dla biustu. Założycielką jest lekarka, pediatra, która bardzo pilnuje, żeby toczące się rozmowy były na poziomie, prezentowane na zdjęciach biusty odpowiednio zakryte (co znaczy, że brodawki muszą być zasłonięte), i żeby grupa nie zamieniła się w agencję matrymonialną. Choć, rzecz jasna, pary też się u nas tworzą.
       Lubię tu wchodzić po powrocie ze szpitala. Ściślej rzecz biorąc, praca i ta grupa to dwa miejsca, gdzie mam kontakt z ludźmi, i w żadnym z nich moja brzydota nie boli innych. Starzy ludzie, którym zmieniam kroplówki, pobieram krew, których wożę na zabiegi (jestem pielęgniarzem na geriatrii), widzą we mnie młodego człowieka, który ma przed sobą większość szans, jakie dla nich już przepadły. Młody jesteś, Krzysiu, mówią, trzydzieści pięć lat, ja w twoim wieku… Tu zwykle pojawia się długa historia i robi mi się przykro, kiedy muszę przerwać, ale tyle osób wymaga obsłużenia, że rzadko pozwalam sobie na luksus dosłuchania do końca. Jeszcze znajdziesz sobie dziewczynę, pocieszają mnie, a na wakacje gdzie wyjeżdżasz? No tak, no tak, jak człowieka nic nie boli, to wszystko może. A ja uśmiecham się do nich, pomagam przewrócić na drugi bok i nigdy nie narzekam.
       Na grupie to co innego, tam czasami sobie pozwalam – gdy trafia się naprawdę zły dzień. Nigdy wcześniej tego nie robiłem, całe dzieciństwo i młodość upłynęły mi w przekonaniu, że jeśli odsłonię się choć trochę, będzie po mnie. Jednak dziewczyny są wspaniałe, większość z nich. Nigdy nie zapomnę, jak Kassandra, której biust jest sławny w całym jej miasteczku, powiedziała, że taka piękna dusza jak moja zasługuje na idealne ciało. Gdyby to zależało od niej, właśnie takie bym dostał. Pretensjonalna i śmieszna deklaracja, a jednak poczułem łzawą gulkę w gardle i cieszyłem się, że nie rozmawiamy przez telefon, tylko wystukuję literki na klawiaturze. W przeciwnym razie na pewno nie mógłbym wydobyć głosu.
       Ostatnio zresztą towarzyszy mi wyjątkowo dobry humor, jak co roku w tym czasie. To już tylko dwa tygodnie i dziewczyny z całej Polski przyjadą, żeby spędzić wieczór w knajpie wynajętej specjalnie na tę okazję. Będą rozmowy, tańce, no i oczywiście gwóźdź programu, czyli konkurs na największy biust. To jedyna szansa, żeby spotkać moje przyjaciółki w realu. Będę mógł też poznać nowe grupowiczki. W tym roku szczególnie intryguje mnie Gosia. Biust ma ogromny, wiadomo, twarz delikatną, drobne usta, dyskretny makijaż. I świetnie się nam rozmawia. Cieszę się na taki kontakt, jeden na jeden. Nie mam przyjaciela, mężczyźni zwykle rywalizują i dostałbym rolę gorszego, trzymanego blisko z litości. Wyobrażam sobie, że z kobietą byłoby inaczej. Zastanawiam się, jaki ma głos, jak się porusza, czy temperament ma rzeczywiście taki spokojny, jak wynika z jej wypowiedzi, czy to tylko pozory. Czekam na spotkanie, zmieniając opatrunki i kroplówki, jedząc obiad na szpitalnej stołówce, wracając do pustego mieszkania i kładąc się spać. Czekam.

Źródło: pixabay.com Autor: Skitterphoto

       I oto jestem już w klubie, szukam wzrokiem starych znajomych. Większość już przybyła, prezentują się w obcisłych ciuchach, spod bluzek i sukienek wystają ramiączka kolorowych biustonoszy, przedziałki między piersiami dzielą ich ciała na pół. Są takie jak ja, ale chyba o tym nie wiedzą, więc nie cierpią, mimo że to biust definiuje miejsce każdej z nich na świecie. Wielki nos, wielki biust, wielka brzydota, wszystko, co przesadne, każe innym patrzeć na ciebie w określony sposób. Dlatego tak lubię tu przyjeżdżać, czuję się wśród nich zupełnie swobodnie. Wszyscy jesteśmy inni. Niewymiarowi i dziwni. Podobno mężczyźni uwielbiają takie cycki, ale co się z nimi robi, skoro nie można ich zamknąć w dłoni, jak jabłuszka? Miętosi i ściska jak ciasto drożdżowe? Z racji mojego zawodu wiem też, jak te ich skarby będą wyglądały za kilkanaście lat, jak smutno będą zwisały, niczym dwa arbuzy w siatkach ściskanych w obu rękach.
       Moje znajome z dumą prezentują swoje wdzięki, podchodzą do mnie, poruszając się kusząco, nie zdając sobie sprawy, jak głębokie jest moje współczucie. Sam uwielbiam szczupłe sylwetki, wcięcie w talii, nieduży, okrągły biust. O takiej dziewczynie marzę i takiej nigdy nie będę miał. Żadnej nie będę miał.
       Tymczasem podchodzę do nich i robi mi się ciepło na sercu.
       – Witaj Kaśka, co słychać, synek już wyzdrowiał? Cześć, Nadia, piękna sukienka. Chodź tu Kassandro, niech cię uściskam.
       Wszystkie takie wesołe, szczodre, dobre. Szukam wzrokiem nowej dziewczyny, Gosi, już ktoś mi ją przedstawia i stwierdzam z ulgą, że jest taka, jak sobie wyobrażałem. Powściągliwa, z niskim głosem i uważnym spojrzeniem, które kieruje na moją twarz. I którego nie odwraca. Rozmawiamy jak starzy znajomi. W pewnej chwili nachylam się ku niej, niby przypadkiem. Pachnie jabłonką.
       Siedzimy obok siebie, kiedy rozpoczyna się konkurs na największy biust. Gosia nie startuje, do „najlepszych” na szczęście trochę jej brakuje. Zerkam na nią dyskretnie. Kilka sygnałów – delikatne przygarbienie, ledwo wyczuwalna nieśmiałość – pozwala mi przypuszczać, że z pewną trudnością zaakceptowała swój los. Nie cieszy się z niego tak jak reszta. Dołączenie do grupy było dla niej zapewne raczej rodzajem terapii niż sposobem, by się zaprezentować.
       Wygrywa Nadia. Już trzeci rok z rzędu. Klaszczemy oboje, mój wzrok prześlizguje się na biust Gosi, po czym pospiesznie wraca na uśmiechniętą twarz.
       Jak to wyglądało, zastanawiam się. Jak się czuła, kiedy z małej dziewczynki, biegającej na chudych nogach na WF-ie z innymi dziewczynkami, zmieniła się w kobietę, której piersi ciężko podskakiwały, przyciągając uwagę kolegów, nauczycieli… i rodziców? Co z tymi ostatnimi – czy odwracali wzrok, wmawiając sobie, że może to chwilowe, wreszcie samo przejdzie? Z jak dużym żalem ostatecznie konstatowali, że nie przejdzie i żegnali (na zawsze!) małą dziewczynkę, by zaakceptować to kobiecisko, które nagle pojawiło się w ich domu? Jaką drogę przeszła, by siedzieć tu, tak pogodnie i beztrosko, i klaskać Nadii prezentującej swój groteskowy biust?
       W tym sensie mnie było łatwiej: jak tylko się urodziłem, wszystko było jasne. Przedstawiłem się otoczeniu jako brzydal i brzydalem pozostałem.
       Impreza dobiega końca. Żal się rozstawać. Widzę, że Gosia też chętnie porozmawiałaby dłużej. Nagle nachyla się i coś mówi.
       – Słucham?
       – Masz ładne oczy.
       Dziwna rzecz do powiedzenia facetowi. Może dlatego jej wierzę. Jestem absolutnie przekonany, że tak właśnie uważa. Nie wiem, co odpowiedzieć, ale muszę się głupio uśmiechać, bo rozpromienia się i krótko mnie całuje. W usta.

       ***
       Od zlotu minął miesiąc i rozmawiamy z Gosią prawie codziennie. Często przez telefon. Z pracy wracam jak na skrzydłach i dzwonię do niej.
       Na jej balkonie zakwitły stokrotki.
       Czy zaproponowałem już pani Krysi (pacjentce), że wyślę w jej imieniu kartkę urodzinową dla wnuka?
       Czy przeczytałem książkę, którą mi poleciła. I jak rozumiem zachowanie Bena.
       Kiedy przyjadę ją odwiedzić.
       Muszę opowiedzieć coś o swojej mamie.
       Czy uda mi się przyjechać w weekend.
       Naprawdę chciałaby się ze mną zobaczyć.
       Ostatecznie ustępuję. Umawiamy się w jej mieście. Jadę pociągiem, w ten sposób mam jeszcze trochę czasu do namysłu. Ludzie jak zwykle zerkają. Gdyby wiedzieli, że czeka na mnie piękna kobieta z godnym pozazdroszczenia biustem. Gdyby wiedzieli, co chcę jej powiedzieć. Właściwie to wcale nie chcę. Ale nie widzę innego wyjścia. Patrzę więc na mijany krajobraz, tak naprawdę go nie widząc, i powtarzam w myślach racjonalne argumenty w nadziei, że uspokoją wątpliwości kotłujące się w mojej głowie. Z takim biustem i takim partnerem, a może i mężem, byłaby podwójnie naznaczona. Wytykana palcami na ulicy. Mielibyśmy brzydkie dzieci. Musiałaby patrzeć na ich cierpienie, znosić te wszystkie chwile, kiedy przybiegają do domu z płaczem, bo ktoś je wyśmiał, przezywał, nie zaprosił do zabawy. Albo na randkę. Jestem przyzwoitym człowiekiem. Puszczę ją wolno. Dam szansę na normalne życie.
       – Mamo, mamo, pan małpa! – Widzę skierowany w siebie mały paluch, nerwowo łapany i opuszczany przez matkę chłopczyka. Uśmiecham się do nich. Nie winię dziecka. Matki też nie. Jestem dobrą okazją, żeby mogła z nim omówić kilka spraw i widzę, że już to robi, spoglądając przepraszająco w moją stronę.
       Gosia stoi na dworcu w niebieskiej sukience, wypatrując mnie z uśmiechem. I oto już trzymam ją w ramionach i przytulam mocno. Czuję przyciśnięty do swojej klatki biust, ale nie odsuwam się.
       Idziemy do kawiarni, jej ulubionej od czasu studiów, czyli od kilku lat. Zamawiamy cappuccino. Mówi, że czuje się przy mnie bezpiecznie. Że ją rozumiem i szanuję. Docenia, że nie patrzę na biust, tylko w oczy. Naprawdę mnie lubi.
       Spodziewałem się tego. Przygotowałem się. A jednak nie potrafię podnieść wzroku. Milczę, wpatrzony w swoją kawę. Dłonie ściskam na kolanach, nie chcę, żeby widziała, jak drżą.
       Gosia jest jak dom z dużymi, otwartymi oknami, firanki powiewają, na stole czeka kawa. Mam wejść, zatrzasnąć okna, wybrudzić podłogę zabłoconymi buciorami i rozbić filiżankę?
       – Krzysiu?
       Jeszcze raz przebiegam w myślach to, nad czym się zastanawiałem i czego nie zamierzam tłumaczyć. Jest młoda, naiwna, na pewno wierzy, że miłość pokona wszelkie przeszkody.
       Tylko… ja się w niej nie zakocham. Mogę ją kochać jak siostrę, ale nie pociąga mnie. Mam skazać tę wspaniałą dziewczynę na życie bez namiętności?
       Podnoszę głowę. Widzę nagle zastygłą twarz.
       – Nie chcesz ze mną być?
       A może? Może nie mam racji. Tyle jest w niej do kochania, dlaczego miałbym to wszystko odrzucić? Chcę ją złapać za rękę, zatrzymać, jednak moje wahanie trwa zbyt długo. Gosia wstaje nagle, aż piersi podskakują ciężko i bezbronnie tuż przed moim nosem i ogrania mnie gwałtownie pragnienie, aby znalazły się dalej.
       Wychodzi z kawiarni. Może powinienem rzucić się w pogoń, ale zostaję.

       ***
       W szpitalu podaję pani Krysi kartkę dla wnuka. Jest zachwycona uśmiechniętym misiem i wielką piątką, którą trzyma zwierzak. Drżącą ręką pisze życzenia. Obiecuję je wysłać od razu po pracy. Zaglądam do pana Kazika, ale jego nie ma. Zmarł w nocy. Na jego miejscu leży nowy pacjent, kolejne gasnące życie. Zmieniam kroplówkę. Po wyjściu z sali orientuję się, że nie zapytałem o imię.
       W domu otwieram laptop, zaglądam na grupę. Gosi już w niej nie ma. Witam się z dziewczynami, Kassandra ma znowu złamane serce. Nie martw się, piszę, kiedyś ktoś pokocha cię za piękne wnętrze, nie tylko za wspaniały biust. Naprawdę w to wierzę.

*****
Źródło: http://www.opowi.pl/tw-6-brzydki-a50863/

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Gwałt w jaskini

Autor: madoka
Gatunek: Opowiadanie przygodowe

       Emma nie wierzyła własnym oczom. Kilka razy nawet je przetarła, ale gdy już zdobyła pewność, że to nie jest sen i wszystko widzi naprawdę – nie poczuła żadnej ulgi. Wręcz przeciwnie. U jej stóp leżała cała sterta martwych żab, a pośrodku nich stał duży, złoty posąg przedstawiający coś na wzór żaby z berłem siedzącej na tronie. Wokół nich panowała bardzo dziwna atmosfera. Trochę tak jakby znajdowali się na jakieś innej planecie. W dodatku w całej jaskini rozchodził się bardzo dziwny, trudny do określenia zapach. Dziewczyna ze wszystkich sił starała się opanować strach, ale dopiero po dłuższej chwili przypomniała sobie o swoim „przyjacielu”, z którym jeszcze kilka godzin temu z jakiegoś powodu tutaj przyjechała.

Hejterska pętla czasu — Vega

Autor: Agnieszka Gu
Gatunek: Science fiction
***

       Data: Listopad 1993 roku

       Vega obudził się cały połamany. Tak mu się przynajmniej wydawało. Pogowanie, okraszone ćmikami i alkoholem z dodatkami, zawsze wywoływało w późniejszym etapie otępienie i ból. „Ale, że taki?” — główkował ociężale. Koncert w Spodku* wyjątkowo się udał, tylko… „co było potem?”. Myślenie przychodziło z najwyższym trudem. „Gdzieś, kurwa spadałem, czy leciałem? Jakoś tak.” Wykrzywił usta w grymaśnym uśmiechu. „To musiało być niedawno… bardzo niedawno temu, bo łeb mi zaraz pęknie.” — Składane ociężale myśli, potęgowały ból. Powoli obrócił głowę w bok i na moment znieruchomiał. Za okrągłym, potężnych rozmiarów oknem, rozpościerał się widok na… „jakąś, czerwonej barwy planetę”.    
       — Kurwa, ale zajebisty towar ćmiłem! Maryśka, hasz? Kurwa, co to było? — wymruczał nieco zszokowany.


Zimowe zbiory

Autor: Canulas
Gatunek: Proza poetycka
***

       W myśl jakiegoś niepojętego prawa dla przeciwstawności, po kontaktach z tobą pozostało mi wręcz oblubienie do gorącej wody i chroniczny strach przed mrużeniem oczu. Owa kombinacja powoduje, że częstokroć nie dosypiam. Niemal zawsze też się witam poparzoną dłonią.
        Biorę jednak ten zestaw takim, jaki jest, całość pozostawiając pod arbitralny osąd Bogu. Jeśli jego oględziny przebiegną krytycznie, gotów jestem uiścić opłatę.