Przejdź do głównej zawartości

Szklana kula


Autor: Justyska
Gatunek: Punk
Postać: Chłopiec, który żył już kiedyś
Zdarzenie: Festyn

       Stwórca ukochał przestrzeń, dlatego zamknął ją w kuli, tworząc świat. Człowiek ukochał siebie – zbudował drapacze chmur.
       Szare niebo zdawało się schodzić pomiędzy wysokie, szklane domy. Odbijało się w gładkich powierzchniach, pogłębiając nadchodzący mrok. Noc w mieście wydawała się gęsta, śliska, zbyt realna jak na miasto, w którym przyszło jej istnieć. Gdyby ktoś obdarzył ją mechanicznym językiem, zapewne ślizgałaby się po powierzchniach błyszczących płaszczy przechodniów, podążających zgodnie w jednym kierunku – na wschodni skraj miasta. Ciężkie podeszwy wysokich butów rozchlapywały wodę z niedoschniętych po porannym deszczu kałuż, a długie włosy kobiet i mężczyzn powiewały na delikatnym wietrze, ocierając końcówkami o szklane ściany, znacząc ślad na festyn ku czci dzikiej przyrody. To coroczne święto, zawsze ściągało tłumy.

Autor: Justyska

       W samym centrum szklanej kopuły stała wysoka karuzela. Na długich łańcuchach zakończonych hakami wisiały żyrafy, wyciągające szyje po metaliczne liście akacji. Za niewielką kwotę można było usiąść w srebrnym siodle przytwierdzonym do ciała zwierzęcia, sterowanego impulsem elektrycznym, i kręcić się na różnych wysokościach z zawrotną prędkością. Prawdziwie dzika zabawa dla odważnych.
       Nieopodal, na podwyższeniu zbudowanym z ludzkich protez stała ciężarna słonica. Przez szybę w jej brzuchu, można było obserwować rozwijający się bez końca płód.
       Askel stał jak oniemiały. Zadzierał głowę do góry, obserwując wnikliwie nowe życie, które miało się nigdy nie narodzić. Nie powinien tam przychodzić, ale nie miał nikogo, kto by mu tego zabronił. Słonica zrobiła na nim wrażenie. Spoglądał w jej błyszczące oczy i czuł coś na kształt żalu, zastanawiał się, ile jest w nich jeszcze prawdziwego życia.
       Nieoczekiwanie uwagę chłopca przyciągnął głos z głośników, informujący o zbliżającym się seansie filmowym.
       „Musicie to zobaczyć! To prawdziwa historia!” – Zachęcające hasła niosły się echem pośród tłumów. Askel, pchany dziecięcą ciekawością, ruszył we wskazanym kierunku. Tytanowym ramieniem torował sobie drogę przez owładnięty senną radością tłum. Ludzie podziwiali wciąż żywe eksponaty, a na pamiątkę kupowali szklane kule, w których kolibry o srebrnych dziobach szukały zbawiennej kropli nektaru. Askel też miał kulę, lecz zupełnie inną. Ściskał ją w dłoni, skrytej w kieszeni za dużego płaszcza, gdy mijał szympansy z otwartymi czaszkami. Jakiś mężczyzna właśnie dotykał ich wszczepionych mózgów, masturbując się jednocześnie. Askel szedł dalej, chowając głowę w ramionach, jakby szukał schronienia przed powoli rozwijającą się wokół orgią. Ocierał się o częściowo zmechanizowane ciała ludzi, którzy coraz chętniej je obnażali, ale szedł wytrwale, krok za krokiem, za ciepłym jak rozlany budyń, głosem spikerki. Czuł, że musi zobaczyć ten film i w tej jednej chwili stało się to dla niego najważniejszą sprawą w życiu. Może to naturalne instynkty wiodły go w to miejsce? Jednak ciągle ktoś stawał mu na drodze. W końcu zaczął się obawiać, że nie zdąży, że ominie go coś ważnego. Zapowiedź powtarzała się coraz częściej, zakłócana czasami przez metaliczny dźwięk latającego pod szklanym dachem ptactwa i ocierających się ciał, pomiędzy którymi zaczęły przechadzać się dzikie koty wypuszczone z klatek. Tłum wibrował w rytmie bębnów. Tylko Askel wciąż uparcie podążał za głosem, który nikł pośród parujących oddechów.
       Już zamierzał się poddać, gdy dostrzegł niewielkich rozmiarów namiot. Przed wejściem na barowym krześle siedziała kolorowa papuga, zapowiadająca uparcie zbliżający się pokaz. Askel wszedł niezauważony, był zbyt niski, by można go było dostrzec z wysokiego stołka. Szybko znalazł wolny port i podłączył się do sieci. Przed jego oczami rozwinęła się zielona łąka, a w oddali zamajaczył las. Niebo owładnięte błękitem chroniło pojedyncze chmury przed bezkresną przestrzenią. Ciszę rozbił dziecięcy śmiech, a na trawie pojawił się chłopiec. Bawił się czerwoną piłką i śmiał. Askel nigdy czegoś takiego nie słyszał, nigdy nie widział takiego nieba, nigdy nie chodził boso po trawie. Emocje rosły w nim z każdym kolejnym wybuchem śmiechu. W spoconych rękach ściskał szklaną kulę, gdy chłopiec z filmu wstał i podbiegł bliżej. Askel zobaczył jego twarz, swoją twarz i nagle przypomniał sobie rzeczy, których nie mógł pamiętać. Ciepły wiatr, gdy biegał po polu, bawiąc się z psem. Z psem, który był równie żywy, jak on. Przypomniał sobie ciepłe promienie słońca i uronił łzę, po raz pierwszy w życiu. Wytoczyła się tak spokojnie z czerwonego oka, że z łatwością można było kwestionować jej istnienie. Spowodowała spięcie. Askel zemdlał. Wypuścił z ręki szklaną kulę, w której wnętrzu biło ociekające krwią serce. Potoczyła się po podłodze, omijając innych oglądających spektakl. Jej bieg zatrzymał dopiero stalowy dziób kolorowej papugi. Uderzyła tylko raz, by sprawdzić jej zawartość.
       Szklane kule są delikatne. Wystarczy chwila nieuwagi, by zakończyć ich istnienie.

*****
Źródło: http://www.opowi.pl/tw-03-szklana-kula-a49393/

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Gwałt w jaskini

Autor: madoka
Gatunek: Opowiadanie przygodowe

       Emma nie wierzyła własnym oczom. Kilka razy nawet je przetarła, ale gdy już zdobyła pewność, że to nie jest sen i wszystko widzi naprawdę – nie poczuła żadnej ulgi. Wręcz przeciwnie. U jej stóp leżała cała sterta martwych żab, a pośrodku nich stał duży, złoty posąg przedstawiający coś na wzór żaby z berłem siedzącej na tronie. Wokół nich panowała bardzo dziwna atmosfera. Trochę tak jakby znajdowali się na jakieś innej planecie. W dodatku w całej jaskini rozchodził się bardzo dziwny, trudny do określenia zapach. Dziewczyna ze wszystkich sił starała się opanować strach, ale dopiero po dłuższej chwili przypomniała sobie o swoim „przyjacielu”, z którym jeszcze kilka godzin temu z jakiegoś powodu tutaj przyjechała.

Hejterska pętla czasu — Vega

Autor: Agnieszka Gu
Gatunek: Science fiction
***

       Data: Listopad 1993 roku

       Vega obudził się cały połamany. Tak mu się przynajmniej wydawało. Pogowanie, okraszone ćmikami i alkoholem z dodatkami, zawsze wywoływało w późniejszym etapie otępienie i ból. „Ale, że taki?” — główkował ociężale. Koncert w Spodku* wyjątkowo się udał, tylko… „co było potem?”. Myślenie przychodziło z najwyższym trudem. „Gdzieś, kurwa spadałem, czy leciałem? Jakoś tak.” Wykrzywił usta w grymaśnym uśmiechu. „To musiało być niedawno… bardzo niedawno temu, bo łeb mi zaraz pęknie.” — Składane ociężale myśli, potęgowały ból. Powoli obrócił głowę w bok i na moment znieruchomiał. Za okrągłym, potężnych rozmiarów oknem, rozpościerał się widok na… „jakąś, czerwonej barwy planetę”.    
       — Kurwa, ale zajebisty towar ćmiłem! Maryśka, hasz? Kurwa, co to było? — wymruczał nieco zszokowany.


Zimowe zbiory

Autor: Canulas
Gatunek: Proza poetycka
***

       W myśl jakiegoś niepojętego prawa dla przeciwstawności, po kontaktach z tobą pozostało mi wręcz oblubienie do gorącej wody i chroniczny strach przed mrużeniem oczu. Owa kombinacja powoduje, że częstokroć nie dosypiam. Niemal zawsze też się witam poparzoną dłonią.
        Biorę jednak ten zestaw takim, jaki jest, całość pozostawiając pod arbitralny osąd Bogu. Jeśli jego oględziny przebiegną krytycznie, gotów jestem uiścić opłatę.