Przejdź do głównej zawartości

koszminder kosziminder kominder


Autor: Sensol
Gatunek: Bajka
Postać: Prosty chłop z tym czymś
Zdarzenie: Coś tu wybuchło

        W zamierzchłych czasach średniowiecza mieszkał sobie w małej wiosce Otto Ruhm z rodziną. Osadę otaczał piękny las rozśpiewany trelami tysiąca ptaków. A w lesie wielki dzban jeziora dzielił się chłodem z każdym, nawet w największe upały.
        Otto Ruhm to był prosty chłop, ale miał w sobie "to coś". Jego żona Agnes conocnymi wywrzaskami potwierdzała powszechną opinię o jego niespotykanych uzdolnieniach w sztuce ars amandi. Krowy Ruhma dawały najwięcej mleka, kury znosiły największe jajka, owce miały najgęstszą wełnę, nawet na robaki, które wykopywał z ziemi, łapały się największe ryby. Choroby i nieszczęścia omijały Otto Ruhma i jego rodzinę szerokim łukiem. Dzieci rosły jak na drożdżach. Jabłonie w ogrodzie uginały się od soczystych jabłek. Śliwy chyliły się do ziemi obwieszone bezlikiem śliwek. Krótko mówiąc, Ruhm wiódł żywot szczęśliwy i dostatni. Więc kiedy pewnego dnia złapał złotą rybkę, a ta w zamian za zwrócenie wolności obiecała mu, że spełni jego jedno życzenie, najpierw zdziwił się, że dlaczego tylko jedno, "A dlaczego nie?" odparła złota rybka. Ale potem już nie zastanawiał się, o co ją poprosić.
        – Chcę być nieśmiertelny – powiedział Otto Ruhm – chcę, żeby te piękne chwile trwały, chcę żyć wiecznie!


Autor fot.: Sensol

        Otto, chociaż prosty był z niego chłop (a może właśnie dlatego) nie wierzył w Boga, a co za tym idzie, nie wierzył też w wieczne życie po śmierci. Pomyślał, że za sprawą złotej rybki nadarzyła się okazja dostać to, co obiecują wszystkie religie świata. Życie wieczne.
        – Chcę być nieśmiertelny – powtórzył Otto. – Wiecznie młody, taki jaki jestem teraz.
        – Dobrze – powiedziała złota rybka – wypuść mnie więc, człowieku, a staniesz się nieśmiertelny. Musisz tylko wypowiedzieć specjalne zaklęcie.
        – Jakie zaklęcie?
        – Koszminder kosziminder kominder!
        Otto Ruhm wypuścił złotą rybkę. Potem wypowiedział zaklęcie.
        – Koszminder kosziminder kominder!
        Oślepił go przeszywający błysk, jakby coś wybuchło mu w głowie. Aż się zatoczył i upadł. Przez chwilę leżał nieprzytomny na miękkiej trawie. Kiedy się ocknął, stwierdził, że nic się w nim nie zmieniło, był taki sam, jak przed wypowiedzeniem magicznego zaklęcia.
        Przez długi czas nie był pewny, czy rybka nie zadrwiła z niego i czy naprawdę potrafiła spełnić każde życzenie. Ale z biegiem lat przekonał się, że nie kłamała. Otto wcale się nie starzał! Mijały lata. Jego żona posiwiała, jej gładka kiedyś jak aksamit twarz pokryła się siecią zmarszczek. Dzieci urosły, pożeniły się i urodziły własne dzieci, a Otto Ruhm nic się nie zmieniał. Czas płynął, a on jakby stanął poza nim.

        Czy Otto był szczęśliwy? Nie pytajcie. Posłuchajcie co było dalej.

        Lata płynęły. Młody Otto pochował swoją żonę staruszkę, którą tak bardzo kochał. Dni mijały i młody Otto pogrzebał swoich synów starców. Wszyscy jego przyjaciele pomarli, a świat wokół niego zmieniał się i stawał się coraz bardziej obcy. Nudę i ból samotności próbował Otto Ruhm ukoić w ramionach kolejnych kochanek ale po pięćdziesiątej, po pięćsetnej, po trzytysięcznej siódmej nawet najbardziej wyrafinowane przygody przestały go bawić. Najlepsze trunki i najwspanialsze jedzenie powoli traciły smak. Przestał czuć zapach kwiatów i zachwycać się widokiem błękitnego nieba. A lata płynęły bez ustanku. Mijały ich dziesiątki, setki, całe epoki historyczne przemijały, średniowiecze przeminęło, przeminął renesans, przyszedł wiek pary i elektryczności. Oczy Otto Ruhma nabrały jakiegoś dziwnego, stalowego blasku, jakby w jego nieśmiertelnej duszy i w nieśmiertelnym ciele coś się bezpowrotnie wypalało.
        Otto Ruhm już nie chciał być nieśmiertelny. Otto Ruhm chciał umrzeć. Któregoś dnia położył się na torach i przejeżdżający pociąg uciął mu głowę. Ale głowa odrosła. Złota rybka nie kłamała. Był nieśmiertelny. Kiedy zrozumiał co to naprawdę znaczy, włosy zjeżyły mu się z przerażenia na nowej, dopiero co wyrośniętej głowie!

        ***

        Dwieście milionów lat później, na skutej lodem ziemi, tułała się tylko jedna, żywa istota. Był to Otto Ruhm. Już dawno wszystkie zwierzęta i rośliny wyginęły od siarczystego mrozu, jaki przyniosła epoka lodowcowa.

        ***

        Pięć miliardów lat potem Otto Ruhm smażył się w płomieniach słońca konającego w paroksyzmach atomowych wybuchów, które pochłonęły ziemię i inne planety.

        ***

        Po następnych trzech miliardach lat nieśmiertelny Otto Ruhm, zawieszony w pustce kosmicznej, patrzył jak gasną ostatnie gwiazdy na czarnym jak smoła niebie. Było ciemno, cicho i strasznie. Jedyne co mógł robić Otto, to rozmyślać. Rozmyślać o nieśmiertelności. O tym, że to co przeżył do tej pory, te miliardy lat piekła samotności są niczym wobec tego, co jeszcze dane będzie mu przeżyć. Bo czymże są miliardy, biliony, setki bilionów lat wobec nieskończoności? Chwilą tylko...

        Kiedy Otto zrozumiał, że będzie tak tkwił w kosmicznej próżni w nieskończoność, i że nigdy nie poczuje już pod stopami twardej ziemi, i że nigdy jego niepotrzebne uszy nie usłyszą już żadnego dźwięku, i że nigdy jego niepotrzebne usta nie zaznają chłodu wody, ani smaku chleba, z jego niepotrzebnych, wpatrzonych nadaremnie w czerń kosmosu oczu popłynęły łzy rozpaczy. I natychmiast zamarzły w twarde sople.

        *****

        Źródło: http://www.opowi.pl/tw4-koszminder-kosziminder-kominder-a49711/

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Gwałt w jaskini

Autor: madoka
Gatunek: Opowiadanie przygodowe

       Emma nie wierzyła własnym oczom. Kilka razy nawet je przetarła, ale gdy już zdobyła pewność, że to nie jest sen i wszystko widzi naprawdę – nie poczuła żadnej ulgi. Wręcz przeciwnie. U jej stóp leżała cała sterta martwych żab, a pośrodku nich stał duży, złoty posąg przedstawiający coś na wzór żaby z berłem siedzącej na tronie. Wokół nich panowała bardzo dziwna atmosfera. Trochę tak jakby znajdowali się na jakieś innej planecie. W dodatku w całej jaskini rozchodził się bardzo dziwny, trudny do określenia zapach. Dziewczyna ze wszystkich sił starała się opanować strach, ale dopiero po dłuższej chwili przypomniała sobie o swoim „przyjacielu”, z którym jeszcze kilka godzin temu z jakiegoś powodu tutaj przyjechała.

Hejterska pętla czasu — Vega

Autor: Agnieszka Gu
Gatunek: Science fiction
***

       Data: Listopad 1993 roku

       Vega obudził się cały połamany. Tak mu się przynajmniej wydawało. Pogowanie, okraszone ćmikami i alkoholem z dodatkami, zawsze wywoływało w późniejszym etapie otępienie i ból. „Ale, że taki?” — główkował ociężale. Koncert w Spodku* wyjątkowo się udał, tylko… „co było potem?”. Myślenie przychodziło z najwyższym trudem. „Gdzieś, kurwa spadałem, czy leciałem? Jakoś tak.” Wykrzywił usta w grymaśnym uśmiechu. „To musiało być niedawno… bardzo niedawno temu, bo łeb mi zaraz pęknie.” — Składane ociężale myśli, potęgowały ból. Powoli obrócił głowę w bok i na moment znieruchomiał. Za okrągłym, potężnych rozmiarów oknem, rozpościerał się widok na… „jakąś, czerwonej barwy planetę”.    
       — Kurwa, ale zajebisty towar ćmiłem! Maryśka, hasz? Kurwa, co to było? — wymruczał nieco zszokowany.


Zimowe zbiory

Autor: Canulas
Gatunek: Proza poetycka
***

       W myśl jakiegoś niepojętego prawa dla przeciwstawności, po kontaktach z tobą pozostało mi wręcz oblubienie do gorącej wody i chroniczny strach przed mrużeniem oczu. Owa kombinacja powoduje, że częstokroć nie dosypiam. Niemal zawsze też się witam poparzoną dłonią.
        Biorę jednak ten zestaw takim, jaki jest, całość pozostawiając pod arbitralny osąd Bogu. Jeśli jego oględziny przebiegną krytycznie, gotów jestem uiścić opłatę.