Przejdź do głównej zawartości

Utracony raj


Autor: krajew34
Gatunek: Postapo
***
       Suchy i pełen goryczy wiatr owiewał twarz Deana, wydawała mu się, że ledwie dwa dni temu spokojnie bawił się na własnym weselu z piękną Levi u boku. Goście się bawili, orkiestra grała, alkohol lał się strumieniami, a oni wspaniali i młodzi, cały świat stał u ich drzwi. A teraz? Tkwił na tej cholernej pustyni, klęcząc na kamieniach ze związanymi rękoma z lufą broni przystawionej do tyłu głowy.


Źródło: pixabay.com Autor: kalhh

       — Ile to już minęło od naszego ostatniego spotkania, wspólniku? — Thomas, dawny partner w napadach na bank, towarzysz i przyjaciel mierzył do niego z broni, uśmiechając się szeroko. — Co nic nie mówisz? Czyżbyś był wściekły za to, że zabawiłem się z twoją świeżo upieczoną żonką przed tobą, czy też za utopienie jej w zarośniętym stawie? No, już się tak nie złość — Przybliżył się do niego, położył rękę na ramieniu i wskazał na słońce. — Czyż nie piękny zachód na tle rdzawych wraków, ruin budynków i wszechobecnego piachu? Cóż więcej może chcieć od życia człowiek? Jak ci brakuję dziewczyn, to spróbuj poszukać w ziemi, może sobie jakąś wykopiesz? – Z głupim uśmieszkiem odszedł dalej, wysunął bębenek, sprawdzając, czy załadował tylko jeden nabój. Zakręcił nim i włożył z powrotem, odciągnął kurek do tyłu. — Mam dla ciebie pięć pytań, jak odpowiesz na nie, puszczę cię wolno. Zbyt mało ludzi pozostało na świecie, by marnować kulę akurat na ciebie.
       Zimny pot oblał twarz Deana, wiedział, że Thomas ma chorą głowę, skąd mógł jednak wiedzieć, że zamiast na biednych pracownikach banku, odbije się to na nim. Świr był idealny do straszenia ludzi, uniemożliwiając im jakikolwiek ruch, a on, jako ten mądrzejszy zajmował się planowaniem i otwieraniem sejfów. Układ niby gwarantujący stuprocentowy sukces, ale mógł przewidzieć, że zabawa gorącym źle się skończy. Przełknął ślinę, nawilżając wyschnięte gardło i chrypiącym głosem powiedział.
       — Pierdol się.
       Zwariowany nachylił się nad nim i szepnął.
       — Zła odpowiedź — Uderzenie kolbą niemal zamroczyło związanego Deana. — Skoro już jesteśmy po grze wstępnej, niech zacznie się wielka gra! Wygrasz, przeżyjesz, przegrasz, zginiesz, chyba prościej być nie mogło — Zachichotał głośno.  — Pierwsze pytanie, co zrobił Thomas Warren, gdy dowiedział się, że jego najlepszy przyjaciel chce go wtrącić do wariatkowa?
       Oczy przyszłej ofiary zrobiły się wielkie ze zdziwienia, w czasie ostatniej akcji, kiedy to jego partner niemal zabił wszystkich zakładników, to było przed samym weselem, zadecydował, że to koniec. On się ustatkuje, a dla przyjaciela znajdzie pomoc medyczną.
       — To nie tak, ja chciałem ci tylko pomóc, durniu! Sam mówiłeś, że głosy karzące ci zabijać wszystkich wokół są nieznośne i męczące — Próbował odwrócić się do towarzysza, lecz ten tylko boleśniej wbił mu chłodną stal w głowę.
       —  A, a, a. To nie była odpowiedź — Pociągnął delikatnie za spust, a Dean zamknął oczy. I... Usłyszał tylko suchy trzask, odetchnął z ulgą.
       — No proszę, pierwsza zła odpowiedź i pierwszy niewypał. Gratulacje, przechodzisz do następnej rundy. A odpowiedź brzmiała, rozczarowany i diabelnie wkurzony. Pytanie number two, kto wydał cię policji, tak że aresztowali cię dzień po twoim najważniejszym świecie i nie mogłeś przyglądać się śledztwu w sprawie twojej zamordowanej Levi? — Dał mu czas na namyślenie się, a w międzyczasie zakręcił bębenkiem.
       — To byłeś ty?? Ale jakim cudem wiedziałeś, gdzie schowałem zagrabioną forsę?
       — Bim Bong, poprawna odpowiedź, martwiłem się drogi Deanie o ciebie, więc zamontowałem pluskwy i kamery, tam, gdzie ty przebywałeś. Na paru płytach mam niezłe porno z tobą i Levi w roli głównej, naprawdę skąd wy mieliście tyle siły? Pytanie numer trzy. Co twoja żonka chciała ci powiedzieć po weselu, w dniu, kiedy zawinęła cię policja, tydzień przed wielką burzą?
       Związany przypomniał sobie o tym, jak jego ukochana była naprawdę szczęśliwa i podekscytowana, gdy chciała mu przekazać wiadomość.
       — Diiiing, czas minął.
       Dean kątem oka zauważył, że bębenek broni jest pusty, to znaczy, że kula siedzi w lufie, ponownie przymknął oczy i usłyszał głośny huk. Jednak nie było to Magnum, a kula z karabinu Winchester, ciało dawnego wspólnika runęło obok niego, a martwe oczy wpatrywały się pusto z wielkim zdziwieniem. Widząc, że już po zagrożeniu próbował wstać z kolan, jednak odrętwiałe nogi odmówiły mu posłuszeństwa.
       — Może ja ci pomogę, kowboju? — Sylwetka kobiety, pojawiła się w zachodzącym słońcu. Levi podeszła do niego i pomogła mu z rozprostowaniem kończyn, a po chwili rozwiązała go.
       — Nie mogłaś pomóc szybciej? — spytał, lekko zirytowany.
       — Miałeś tak rozkoszną minę, że nie mogłam się powstrzymać, chciałam to pociągnąć dłużej, ale ten świrus mógł wygadać moją niespodziankę dla ciebie — Levi uśmiechnęła się, kładąc ręce na swoich biodrach.
       — Ha. Ha. Więc ty żyjesz? A mogłem inaczej pobawić się z tobą. — Szaleńczy śmiech rozbrzmiał po okolicy, nawet u największego twardziela spowodowałby drżenie. Nie ma nic straszniejszego i groteskowego od śmiechu wariata. Levi podeszła do niego i kopnęła go tak, że znalazł się na plecach. Z wściekłością wycelowała w niego ponownie.
       — Ostatnie słowa śmieciu? — wysyczała. Ciężko ranny tylko roześmiał się w odpowiedzi.
       — Myślicie, że od teraz będziecie żyli sobie, jak w raju? Błąd! Ten świat obudził w ludziach pierwotne instynkty. Już nie liczą się dawne prawa i inne duperele, teraz silniejsi tworzą wszystko. Ha. Ha. Ciebie ślicznotko zostawią, jak seks zabawkę, a jego poćwiartują na mięso. — powiedział, niemal dławiąc się własną krwią.
       — Zabije wszystkich na swojej drodze. Zrobię wszystko, by uchronić moją rodzinę. — Wbiła mocniej obcas swojego buta, sprawiając wielki ból Thomasowi.
       — Możliwe, jednak pozostanę jeszcze ja!
       — Ty? Nie, tobie to podziękujemy. — Przeładowała swoją broń z głośnym trzaskiem.
       — Nie mówiłem o świecie cielesnym. Będę pojawiał się w waszych snach, dręcząc was w każdej minucie. — Jego oczy wyrażały tylko nienawiść i pogardę w stosunku do kobiety.
       — Serdecznie zapraszam. Z chęcią zabiję cię tyle razy, ile będzie to koniecznie. Prawdziwa siła nie leży w mięśniach, a w psychice, jednak taki psychol, jak ty nigdy tego nie zrozumie. — Huk wystrzału rozszedł się po okolicy, a w głowie dawnego przyjaciela Deana pojawiła się dziura, skuteczni uniemożliwiająca dalsze życie. Levi wyciągnęła z torby na ramieniu jakąś szmatę i zaczęła wycierać z siebie resztkę krwi zabitego.
      — Widziałeś, jak mnie pobrudził? Nawet po śmierci sprawia tylko kłopoty.
      Jej ukochany spoglądał na martwego z mieszanymi uczuciami, w końcu był to jego przyjaciel.
      — Rozchmurz się, jemu nie można było pomóc. Może po drugiej stronie znajdzie spokój, nie mamy czasu martwić się o truposzy. Nasza trzyosobowa rodzinka potrzebuje ochrony w tym post apokaliptycznym świecie. — Zarzuciła mu ręce na szyję, z czułością wpatrując się w jego oczy.
       — Jak to trzy? ... Naprawdę? — Jego wzrok napełnił się radością, a Levi podekscytowana potwierdziła skinięciem głowy. Zbliżał się zmrok, dlatego nasza para musiała udać się na poszukiwanie schronienia, pozostawiając martwe ciało za sobą. Tam, gdzie kończy się jedno życie, zaczyna drugie. Koło istnienia wciąż się toczy, daje i odbiera w sobie znany sposób. 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Gwałt w jaskini

Autor: madoka
Gatunek: Opowiadanie przygodowe

       Emma nie wierzyła własnym oczom. Kilka razy nawet je przetarła, ale gdy już zdobyła pewność, że to nie jest sen i wszystko widzi naprawdę – nie poczuła żadnej ulgi. Wręcz przeciwnie. U jej stóp leżała cała sterta martwych żab, a pośrodku nich stał duży, złoty posąg przedstawiający coś na wzór żaby z berłem siedzącej na tronie. Wokół nich panowała bardzo dziwna atmosfera. Trochę tak jakby znajdowali się na jakieś innej planecie. W dodatku w całej jaskini rozchodził się bardzo dziwny, trudny do określenia zapach. Dziewczyna ze wszystkich sił starała się opanować strach, ale dopiero po dłuższej chwili przypomniała sobie o swoim „przyjacielu”, z którym jeszcze kilka godzin temu z jakiegoś powodu tutaj przyjechała.

Hejterska pętla czasu — Vega

Autor: Agnieszka Gu
Gatunek: Science fiction
***

       Data: Listopad 1993 roku

       Vega obudził się cały połamany. Tak mu się przynajmniej wydawało. Pogowanie, okraszone ćmikami i alkoholem z dodatkami, zawsze wywoływało w późniejszym etapie otępienie i ból. „Ale, że taki?” — główkował ociężale. Koncert w Spodku* wyjątkowo się udał, tylko… „co było potem?”. Myślenie przychodziło z najwyższym trudem. „Gdzieś, kurwa spadałem, czy leciałem? Jakoś tak.” Wykrzywił usta w grymaśnym uśmiechu. „To musiało być niedawno… bardzo niedawno temu, bo łeb mi zaraz pęknie.” — Składane ociężale myśli, potęgowały ból. Powoli obrócił głowę w bok i na moment znieruchomiał. Za okrągłym, potężnych rozmiarów oknem, rozpościerał się widok na… „jakąś, czerwonej barwy planetę”.    
       — Kurwa, ale zajebisty towar ćmiłem! Maryśka, hasz? Kurwa, co to było? — wymruczał nieco zszokowany.


Zimowe zbiory

Autor: Canulas
Gatunek: Proza poetycka
***

       W myśl jakiegoś niepojętego prawa dla przeciwstawności, po kontaktach z tobą pozostało mi wręcz oblubienie do gorącej wody i chroniczny strach przed mrużeniem oczu. Owa kombinacja powoduje, że częstokroć nie dosypiam. Niemal zawsze też się witam poparzoną dłonią.
        Biorę jednak ten zestaw takim, jaki jest, całość pozostawiając pod arbitralny osąd Bogu. Jeśli jego oględziny przebiegną krytycznie, gotów jestem uiścić opłatę.