Przejdź do głównej zawartości

Hans

Autor: Ritha 
Gatunek: Dramat, wspomnienia, retrospekcja
***


       Wierzysz w reinkarnację, Hans?

       Nie wierzył. W tamtym wcieleniu nadzieja bolała za bardzo. W kolejnym świadomość przyprawiała o dreszcz. Nadzieja na przyszłość, czy świadomość przeszłości? Co wybierasz, Hans?

       Czemu „Hans”?
       Bo to bezpieczne imię. Przynajmniej wtedy.
       No tak... Masz rację. Dobrze mieć rację. Ona jeszcze czasami ma znaczenie.
 
Źródło: pixabay.com  Autor: RonPorter

       Czas mierzony w dwóch pokoleniach to niewiele, prawda? Niewielka różnica kilkudziesięciu lat. Wycieczka szkolna, majowe przedpołudnie, bzy, słońce, obóz koncentracyjny. Podobno lubisz kontrast.
       Kurz, prycze, masowa produkcja w gablotach. Tanie materiały, tania siła robocza, promocja. Biznesplan stulecia. Dwie ogromne wanny, o ile to „coś” można nazwać wanną. Przewodnik mówił, że w obu woda stała tygodniami, jedna służyła myciu, druga płukaniu. Czas był ograniczony, więźniów tłum. Zielono-bury kożuch pływający po wierzchu. Gruby, obrzydliwy kożuch brudu spływającego z innych ludzi, kiszący się w upalne dni. Nie chce się pani wykąpać? No strasznie nam przykro. Kąpiel lub od razu osuszanie, wybór należy do pani. Suszymy bardzo dokładnie, aż na podwórzu stwierdzą ironicznie: „habemus papam”. A może prysznic? Miny, gdy spoglądacie z obawą, na to, co wydostanie się z tych małych rurek nad głowami, są doprawdy bezcenne.

        Specyficzny zapach krwi w ustach. Spłynęła z nosa. Jesteś wrażliwa, kochanie? To tylko wycieczka, jedynie takie, hm, muzeum. Miejsce historyczne. Masz tylko dwanaście lat, to może cię przerażać...
       Nie przeraża mnie. Ja to pamiętam.

       To tylko Majdanek. To nawet nie było Auschwitz.
       Nie jedź tam, Hans. Nie jedź nigdy do Auschwitz! Obiecaj mi...
       Sadyzm i masochizm są jak miłość i nienawiść. Cienka, ostra granica. Jeden cios i już jesteś po drugiej stronie.

       Jest ci słabo? Nie, proszę pani. Jest mi duszno. (Pierwszy i bardzo, bardzo długo nie ostatni raz). Jadłaś coś? Tak. Jadłaś śniadanie? Taaak! To może od kurzu... Może.

       A może poznałam tę wannę.

        Opowiedz mi o tym, Hans. Nie mogę zasnąć. Chcę nie móc bardziej. Nie podnieca cię to uczucie? Kiedy bardzo, bardzo czegoś nie chcesz, a zarazem chcesz tylko dla... tego właśnie uczucia. Nie mówię o bezsenności, to zbyt nijakie. Podobno ludzie dzielą się na uległych i dominujących. A jeśli jestem taka i taka? Jednocześnie, naprzemiennie. Jeśli tego potrzebuję? Kontroli i jej braku, chaosu, mocniejszych wrażeń, nawet tylko tych... w głowie. Też taki jesteś, Hans? Chcesz krzyknąć stanowcze „nie”, a fala ciepła pod skórą szepcze i syczy mimowolne „tak...” Też boisz się kary za złe myśli? One nie są tylko czymś niematerialnym, głęboko w głowie. Są źródłem, początkiem, atomem. Kurwa, Hans, popieprzony jest ten świat. Piękny, delikatny, subtelny, intensywny, brutalny, niesprawiedliwy, pełen uczuć pośrednich, a w tym wszystkim – pustka.
      Opowiedz mi o tym, Hans.

       „To, widzisz, jest tak. Gdyby można było rozumieć cały świat, czuć cały świat, widzieć cały świat, tak jak się rozumie swoje myśli, czuje się swój głód, widzi się okno, bramę za oknem i chmury nad bramą, gdyby można było widzieć wszystko jednocześnie i ostatecznie (...) wtedy miłość byłaby nie tylko miarą, ale i ostateczną instancją wszystkich rzeczy. Niestety, zdani jesteśmy na metodę prób, na samotne, zwodnicze przeżycie. Jakże to niepełna, jakże fałszywa miara rzeczy!”*

        Myślisz, że to było gdzieś zapisane, Hans? Podobno ktoś to przepowiedział. Całą tę zagładę. Czytałeś o tym? Interesowałeś się? Ciekawiło cię? Bo mnie tak. Bardzo. Bardziej niż powinno. Nienaturalnie bardzo.

       Nie masz żydowskiego nosa. Masz ładny mały nosek. Polskie imię. Beata.
       Jest grube. Bee-aa-taaa.
       Nie jest grube, Beatko. Nikt wtedy nie był gruby. A każdy chciał taki być.

       Czytałeś „Pianistę”, Hans? Czytałeś o matce, która zatkała buzię własnemu dziecku, żeby nie usłyszeli go Niemcy. Przesadziła... Udusiła noworodka – swoje, własne dziecko. A potem zwariowała.
       Przynajmniej ich nie rozstrzelali. Czytałem. Mieszkam w kraju, w którym grzechem byłoby nie przeczytać.
       Jesteś patriotą, Hans?
       Nie. Nie jestem.
       Ale potrafisz walczyć, Hans?
       Teraz nie muszę.
       Ale potrafisz?
       Tego nigdy nie wiesz, dopóki nie... musisz.

        „Czy Chrystus byłby dobrym żołnierzem? Nie, raczej dezerterem. Przynajmniej pierwsi chrześcijanie uciekali z armii. Nie chcieli się sprzeciwiać złu”*

        Czas murów i poetów. Marzeń, refleksji, bezsilności. Opowiedz mi o tym, błagam. Opowiedz mi coś strasznego albo mnie zerżnij. Albo to i to. Uderz, wyrzuć za drzwi, odnajdź pośród mroku, złap za wilgotną rękę, przytul. Lubię czuć, że życie pulsuje w moich żyłach. Jestem najedzona, bezpieczna, wdzięczna.

       „Poezja! Dla mnie to rzecz tak niepojęta jak słyszenie kształtu albo dotyk dźwięku (..) Ale tylko poezja umie wiernie pokazać człowieka. Myślę: pełnego człowieka”*

*

        Udajesz liryczną i twardą, doświadczoną i empatyczną. Wdzięczną... Jesteś jedynie bezczelna. Pragniesz opowieści. Dostaniesz je.

        To był bardzo narwany kierowca, szarpało całą furgonetką. Zapach strachu obcych ludzi przesiąkał w moje nozdrza, gardło, płuca. Czułem go w ustach. Czułem na języku zapach moczu kobiety szlochającej na drewnianej podłodze przyczepy. Czułem jego specyficzny smak. Człowieczeństwo zostało dezaktywowane dziesięć minut wcześniej, na placu w samym centrum. Nazywali to łapanką, adekwatny zwrot. I teraz dylemat, Beatko. Dylemat polegający na tym, kto miał gorzej. Ja czy ona? Ja – jadący na pewną śmierć. Modliłem się, żeby była, kurwa, pewna. Zero złudzeń, wyrok, tylko prawda. Serce pękłoby mi od mętnych nadziei, więc... ja miałem gorzej, czy ona? Stojąca tam, na chodniku, patrząca wprost w moje oczy. Odszukała je. Odszukała moje pieprzone gałki oczne pośród dziesiątek innych pieprzonych gałek. Ocznych. Równie dobrze mogłaby mnie zobaczyć martwego. Tylko jedne oczy nie widziały tej sceny. Jedne cholernie ważne oczy. Jej sukienka ładnie zaokrąglała się pod linią piersi. Zostało niewiele czasu. To był bardzo niekorzystny okres na te sprawy. Urodzi się podczas wojny. O ile się urodzi. O ile przeżyją. Kombinacji było wiele. Mogli przeżyć oboje. Mogła tylko ona, a wtedy pewnie i tak by się zabiła. Jeśli przeżyłoby dziecko, a ona nie, wówczas marny jego los i nadaremny trud. Musieli przeżyć oboje. Na tamtej przyczepie myślałam o tym intensywnie. Wtedy była jeszcze szansa. Dla nich obojga.
       Dla mnie już nie.

*Tekst zawiera fragmenty opowiadania „Pożegnanie z Marią” Tadeusza Borowskiego.

*****

Źródło: http://www.opowi.pl/hans-cz-12-a40503/




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Gwałt w jaskini

Autor: madoka
Gatunek: Opowiadanie przygodowe

       Emma nie wierzyła własnym oczom. Kilka razy nawet je przetarła, ale gdy już zdobyła pewność, że to nie jest sen i wszystko widzi naprawdę – nie poczuła żadnej ulgi. Wręcz przeciwnie. U jej stóp leżała cała sterta martwych żab, a pośrodku nich stał duży, złoty posąg przedstawiający coś na wzór żaby z berłem siedzącej na tronie. Wokół nich panowała bardzo dziwna atmosfera. Trochę tak jakby znajdowali się na jakieś innej planecie. W dodatku w całej jaskini rozchodził się bardzo dziwny, trudny do określenia zapach. Dziewczyna ze wszystkich sił starała się opanować strach, ale dopiero po dłuższej chwili przypomniała sobie o swoim „przyjacielu”, z którym jeszcze kilka godzin temu z jakiegoś powodu tutaj przyjechała.

Hejterska pętla czasu — Vega

Autor: Agnieszka Gu
Gatunek: Science fiction
***

       Data: Listopad 1993 roku

       Vega obudził się cały połamany. Tak mu się przynajmniej wydawało. Pogowanie, okraszone ćmikami i alkoholem z dodatkami, zawsze wywoływało w późniejszym etapie otępienie i ból. „Ale, że taki?” — główkował ociężale. Koncert w Spodku* wyjątkowo się udał, tylko… „co było potem?”. Myślenie przychodziło z najwyższym trudem. „Gdzieś, kurwa spadałem, czy leciałem? Jakoś tak.” Wykrzywił usta w grymaśnym uśmiechu. „To musiało być niedawno… bardzo niedawno temu, bo łeb mi zaraz pęknie.” — Składane ociężale myśli, potęgowały ból. Powoli obrócił głowę w bok i na moment znieruchomiał. Za okrągłym, potężnych rozmiarów oknem, rozpościerał się widok na… „jakąś, czerwonej barwy planetę”.    
       — Kurwa, ale zajebisty towar ćmiłem! Maryśka, hasz? Kurwa, co to było? — wymruczał nieco zszokowany.


Zimowe zbiory

Autor: Canulas
Gatunek: Proza poetycka
***

       W myśl jakiegoś niepojętego prawa dla przeciwstawności, po kontaktach z tobą pozostało mi wręcz oblubienie do gorącej wody i chroniczny strach przed mrużeniem oczu. Owa kombinacja powoduje, że częstokroć nie dosypiam. Niemal zawsze też się witam poparzoną dłonią.
        Biorę jednak ten zestaw takim, jaki jest, całość pozostawiając pod arbitralny osąd Bogu. Jeśli jego oględziny przebiegną krytycznie, gotów jestem uiścić opłatę.