Przejdź do głównej zawartości

Duchy i anioły

Autor: fanthomas
Gatunek: Komedia
***


       Sid spoglądał na szpital. Nie dostrzegł w nim niczego szczególnego, żadnych odrapanych ścian, brunatnych plam, czy zapachu sików. Odbiegało to od dotychczasowych standardów. Duchy uwielbiały ponure gmachy, a nie czyste i nowoczesne budynki.
       Sid wzruszył ramionami i wszedł do środka. Przywitał go dyrektor szpitala, siwy jegomość z długą brodą. Wyglądał na całkiem poczciwą osobę, dlatego Sid miał się na baczności.


Źródło: pixabay.com Autor: Elliekha
      
       — O, specjalista przybył
powiedział dyrektor. Liczymy na pańską pomoc.
       — Witam. Jestem Sid. W szkole po dobrej odpowiedzi nauczycielka mówiła do mnie „Dziękuję, usiądź”, a potem koledzy przezywali mnie Sid Down, ale gdy poszedłem do samochodówki, to ja gnoiłem wszystkich.
       — Samochodówki?
       — Takiej szkoły, gdzie uczą, co robić, gdy zepsuje się samochód.
       — I co wtedy zrobić?
       — Nie wiem. Musiałbym zadzwonić po mechanika.
       — Przejdźmy do sprawy. Ostatnio dzieją się tu naprawdę dziwne rzeczy. Przedmioty spadają z półek, mleko kiśnie w kartonach, a w zupie pływają ludzkie włosy.
       — Może to kucharka je gubi.
       —
Nie, po ostatniej epidemii wszawicy, ogoliła się na łyso.
      
       —
Ale duchy też nie mają włosów.
      
        —
I to właśnie jest niepokojące. Gdybyśmy widzieli wałęsającą się po korytarzach zakrwawioną zjawę, byłoby zupełnie normalnie. Do tego mamy tu jedna taką dziewczynę, która rzekomo rozmawia z duchami. Mówią na nią Medium, bo wszyscy średnio ją lubią. Nazywa się Bridget, to była aktorka. Kiedyś za bardzo wczuła się w rolę i sfiksowała.
       Sid podszedł do młodej kobiety o twarzy pięknej niczym jego własne odbicie w lustrze. Musiała być jednak mocno zdenerwowana, bo obgryzała paznokcie u nóg.
      
       —
Witam panią
zagaił.
       —
Czy widziała pani duchy?
      
       —
Ja? Nie! Tylko je słyszałam. To bardzo sprośne istoty. Czasem wołają do mnie: „Pokaż cycki!” albo „Przeleciałbym twoja matkę!”.
      
       —
Może to inni pacjenci tak do pani mówią.
      
       —
Bardzo możliwe.
      
       —
Dobra, dziękuję za pomoc.
       Sid wyjął z kieszeni niewielki przedmiot przypominający radio i pokręcił wielgachną gałką. Zaraz rozległy się trzaski i piski.
      
       —
Co to?
zapytała Bridget.      
       —
Specjalny przyrząd do nawiązywania kontaktów z istotami nadprzyrodzonymi
wytłumaczył Sid.      
        —
Nie pana pytałam. On tu jest! On tu..!
wykrzyczała i uciekła. Sid spojrzał na dyrektora szpitala, ale on również wyparował. Została po nim tylko mokra plama na podłodze i zapach potu.
Po chwili z radyjka dobiegł męski głos:
        
       — A co to za dzikie jęki?       
       — Jesteś duchem? zapytał Sid.       
       — Na to wygląda.       
       — Jak się nazywasz?       
       — Michał Anioł.       
       — O! Skąd znasz nasz język?      
       —
Miałem kilkaset lat, żeby się nauczyć. Che, che. Nie no, żartuję. Nie jestem tym Michałem Aniołem, tylko zwykłym robolem. Kiedyś budowałem ten szpital i przyszedłem w odwiedziny. Akurat w Zaświatach rozdawali karnety i się załapałem.
       
       — Są tu inne duchy?       
       — Nie widziałem żadnego. Zresztą siebie też nie widziałem od bardzo dawna.       
       — To skąd włosy w zupie?       
       — Kucharka je gubi.       
       — Przecież ona jest łysa.       
       — A kto powiedział, ze to włosy z głowy? Spoko, już sobie idę. Nie chcę siać popłochu.
       Sid wyłączył radyjko. Sprawa załatwiona. Duchy przepłoszone. Tylko Bridget była zła, bo zjawy przestały z nią rozmawiać.


*****

Źródło: http://www.opowi.pl/tw-32-medium-a44616/

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Gwałt w jaskini

Autor: madoka
Gatunek: Opowiadanie przygodowe

       Emma nie wierzyła własnym oczom. Kilka razy nawet je przetarła, ale gdy już zdobyła pewność, że to nie jest sen i wszystko widzi naprawdę – nie poczuła żadnej ulgi. Wręcz przeciwnie. U jej stóp leżała cała sterta martwych żab, a pośrodku nich stał duży, złoty posąg przedstawiający coś na wzór żaby z berłem siedzącej na tronie. Wokół nich panowała bardzo dziwna atmosfera. Trochę tak jakby znajdowali się na jakieś innej planecie. W dodatku w całej jaskini rozchodził się bardzo dziwny, trudny do określenia zapach. Dziewczyna ze wszystkich sił starała się opanować strach, ale dopiero po dłuższej chwili przypomniała sobie o swoim „przyjacielu”, z którym jeszcze kilka godzin temu z jakiegoś powodu tutaj przyjechała.

Hejterska pętla czasu — Vega

Autor: Agnieszka Gu
Gatunek: Science fiction
***

       Data: Listopad 1993 roku

       Vega obudził się cały połamany. Tak mu się przynajmniej wydawało. Pogowanie, okraszone ćmikami i alkoholem z dodatkami, zawsze wywoływało w późniejszym etapie otępienie i ból. „Ale, że taki?” — główkował ociężale. Koncert w Spodku* wyjątkowo się udał, tylko… „co było potem?”. Myślenie przychodziło z najwyższym trudem. „Gdzieś, kurwa spadałem, czy leciałem? Jakoś tak.” Wykrzywił usta w grymaśnym uśmiechu. „To musiało być niedawno… bardzo niedawno temu, bo łeb mi zaraz pęknie.” — Składane ociężale myśli, potęgowały ból. Powoli obrócił głowę w bok i na moment znieruchomiał. Za okrągłym, potężnych rozmiarów oknem, rozpościerał się widok na… „jakąś, czerwonej barwy planetę”.    
       — Kurwa, ale zajebisty towar ćmiłem! Maryśka, hasz? Kurwa, co to było? — wymruczał nieco zszokowany.


Zimowe zbiory

Autor: Canulas
Gatunek: Proza poetycka
***

       W myśl jakiegoś niepojętego prawa dla przeciwstawności, po kontaktach z tobą pozostało mi wręcz oblubienie do gorącej wody i chroniczny strach przed mrużeniem oczu. Owa kombinacja powoduje, że częstokroć nie dosypiam. Niemal zawsze też się witam poparzoną dłonią.
        Biorę jednak ten zestaw takim, jaki jest, całość pozostawiając pod arbitralny osąd Bogu. Jeśli jego oględziny przebiegną krytycznie, gotów jestem uiścić opłatę.