Przejdź do głównej zawartości

Adam i Ewa

Autor: Nuncjusz
Gatunek: Proza poetycka***

       Uciekam śladami wyrzeźbionymi w krajobrazie, który przemyka mimochodem, rzucając niczym slajdy z podróży, ale nie do ciepłych krajów. Tchnienie wiecznej zmarzliny, nawet tu dociera; przebija się przez szybę okna pociągu, owiewa mroźnym chłodem, sopli moje serce na kształt bryły lodu, skamieniałe jak bruzdy ornej gleby, które dopadł dech Syberii.
       Uciekam w Nieznane, zagarnąwszy niecnie, podle i upadle grube skiby banknotów, tak tutaj już nieprzydatne. Może na tej Ziemi, gdzie króluje śmierć, blada śmierć, uda mi się za te miliony skrzesać choć marny ogieniek, który rozmiękczy ciepłym oddechem lód.

Źródło: pixabay.com Autor:krzysztofniewolny
    
       A było tak pięknie. Kolorowe, kiczem przebarwione kasyna Las Vegas. Czerwień paznokci wystukiwał tajemny rytm, czarował ruletki, Jednorękich Bandytów i pozwalał sięgnąć Nieba. Więcej i więcej!
       Pustynia wokół nie docierała do klimatyzowanych pomieszczeń Black Jacka. To był inny, odrealniony świat zbytku. Uderzał do głowy jak ścieżka kokainy; ścieżka, która prowadziła donikąd. Nie! Nie donikąd, na Syberię prowadziła, czyli jednak Donikąd...
       I byli mężczyźni, bladzi, przystojni, czarne jak smoła gładko uczesane włosy, cieniutki wąs, wypielęgnowany z pietyzmem, białe garnitury, kolorowe krawaty, spodnie w kant i gruby kant, kombinacje, machlojki, przekręty.

       Byłam Królową Życia a teraz Śmierci. Blade, wymęczone ciągłą zimą krajobrazy, przywodzą na myśl puste oczy nieboszczyka.
       Widzę go teraz, jak wisi w szafie, siny język wypełzający z ust, niczym wąż i czerwień jego ust. Tak nienaturalna w tym stanie. Czerwień ta przywodziła na myśl rajskie jabłko, kusiła dalej, mimo że była zimna jak lody Syberii.
       To z jego ust, dowiedziałam się dobrego i złego. Więcej jednak było złego. Prowadził mnie za rękę po labiryntach występku, by na koniec opuścić i zdać na łaskę i niełaskę Minotaura. Pozostała tylko ucieczka, paniczna, na ślepo, bez przewodnika. Udana jednak, bo opłacona sowicie, rozdawałam banknoty, torując sobie drogę, korumpując urzędników, dotarłam aż tu, na wieczne wygnanie. Na syberyjską zsyłkę, do tego mroźnego piekła.

*****

Źródło: http://www.opowi.pl/tw-30-adam-i-ewa-a45349/




Komentarze

Publikowanie komentarza

Zapraszamy do komentowania!
Jednocześnie informujemy, że wszelkie treści obraźliwe, wulgarne oraz komentarze niezwiązane z treścią i reklamujące inne blogi, czy strony będą automatycznie usuwane.

Popularne posty z tego bloga

Gwałt w jaskini

Autor: madoka
Gatunek: Opowiadanie przygodowe

       Emma nie wierzyła własnym oczom. Kilka razy nawet je przetarła, ale gdy już zdobyła pewność, że to nie jest sen i wszystko widzi naprawdę – nie poczuła żadnej ulgi. Wręcz przeciwnie. U jej stóp leżała cała sterta martwych żab, a pośrodku nich stał duży, złoty posąg przedstawiający coś na wzór żaby z berłem siedzącej na tronie. Wokół nich panowała bardzo dziwna atmosfera. Trochę tak jakby znajdowali się na jakieś innej planecie. W dodatku w całej jaskini rozchodził się bardzo dziwny, trudny do określenia zapach. Dziewczyna ze wszystkich sił starała się opanować strach, ale dopiero po dłuższej chwili przypomniała sobie o swoim „przyjacielu”, z którym jeszcze kilka godzin temu z jakiegoś powodu tutaj przyjechała.

Hejterska pętla czasu — Vega

Autor: Agnieszka Gu
Gatunek: Science fiction
***

       Data: Listopad 1993 roku

       Vega obudził się cały połamany. Tak mu się przynajmniej wydawało. Pogowanie, okraszone ćmikami i alkoholem z dodatkami, zawsze wywoływało w późniejszym etapie otępienie i ból. „Ale, że taki?” — główkował ociężale. Koncert w Spodku* wyjątkowo się udał, tylko… „co było potem?”. Myślenie przychodziło z najwyższym trudem. „Gdzieś, kurwa spadałem, czy leciałem? Jakoś tak.” Wykrzywił usta w grymaśnym uśmiechu. „To musiało być niedawno… bardzo niedawno temu, bo łeb mi zaraz pęknie.” — Składane ociężale myśli, potęgowały ból. Powoli obrócił głowę w bok i na moment znieruchomiał. Za okrągłym, potężnych rozmiarów oknem, rozpościerał się widok na… „jakąś, czerwonej barwy planetę”.    
       — Kurwa, ale zajebisty towar ćmiłem! Maryśka, hasz? Kurwa, co to było? — wymruczał nieco zszokowany.


Zimowe zbiory

Autor: Canulas
Gatunek: Proza poetycka
***

       W myśl jakiegoś niepojętego prawa dla przeciwstawności, po kontaktach z tobą pozostało mi wręcz oblubienie do gorącej wody i chroniczny strach przed mrużeniem oczu. Owa kombinacja powoduje, że częstokroć nie dosypiam. Niemal zawsze też się witam poparzoną dłonią.
        Biorę jednak ten zestaw takim, jaki jest, całość pozostawiając pod arbitralny osąd Bogu. Jeśli jego oględziny przebiegną krytycznie, gotów jestem uiścić opłatę.